poniedziałek, 11 listopada 2013

Raków. Dworzec drogi żelaznej. [II]

"Ceną podróży jest strach"  Camus.

© Marcin F. Michalski - gatczyna.blogspot.com


© Marcin F. Michalski - gatczyna.blogspot.com

Raków. Dworzec drogi żelaznej.

Dostojewski, który tyle podróżował kolejami, zda się iż nie notuje nigdzie, aby widział coś z okna wagonu. Zdawkowo jedynie stwierdza; "Nikt nie widzi i nie ma ochoty patrzeć na mijane krajobrazy. Świat zewnętrzny znikł z naszego pola widzenia"

© Marcin F. Michalski - gatczyna.blogspot.com


© Marcin F. Michalski - gatczyna.blogspot.com

                                   

sobota, 9 listopada 2013

Popis plutonu służbowego pułku 1-go ułanów na dziedzińcu Saskim przed Mości Wielkim Kniaziem Konstantym, w końcu lipca 1827 roku

Piękny to obrazek kreśli swym piórem Goczałkowski, późniejszy oficer ułanów. Ot popis plutonu służbowego pułku 1-go ułanów na dziedzińcu Saskim przed Mości Wielkim Księciem Konstantym, w końcu lipca 1827 roku

">>Tęgo! tęgo! bardzo dobrze!<< zacierając ręce, klepiąc się w takt po udzie, wołał Konstanty, a skoro się pluton sformował, obok księcia stojący, ciągle go salutujący, z ogromnym brzuchem dowódca ułanów Tomicki, istna ironia lekkiej kawaleryi, zakomenderował: >>Do defilowania - galopem!<< Muzyka zagrała galopadę - i niewidziane dziwy ujrzałem, koń w konia jak Fany Elsner albo Tagliony (słynni ówcześni baletnicy -M.), z taką gracyą, lekkością, nie dotykając prawie ziemi, z jakąś ulożoną minką baletniczą, równając się przytem w szeregach, najdokładniej puszcza się galopem! już o jeźdźcach nie wspomnę, bo ci mi się nie ludźmi tego świata wydawali, lecz w rozgrzanej wyobraźni zdało mi się mieć przed oczyma jakąś falangę nadziemską!... Nie dziw tedy, że wyszły mi z pamięci grenadyery, choć jednego z nich miałem obok siebie, bo w tej uroczystej chiwli poślubiłem dozgonną wiarę ułanom! - Wtem trąbka dała sygnał! cały pluton schyla lance i wpół ucha końskiego, z krzykiem hurra! puszcza się do ataku; lecz za podwójnym znakiem - konie zaryły tylnemi kopytami w ziemię i jak dwa wyciągnięte sznury, najspokojniej pluton zatrzymał się, a lance wróciły na swoje miejsce. Cichość najuroczystsza panowała w szeregach, tylko było słychać parskanie niechętnie powstrzymywanych ochotnych i dzielnych biegunów. Uradowany książę galopem przypadł przed front, wołając:
>>Bardzo dobrze, dzieci, dziękuję, tęgo było! tęgo! Tomicki! dziękuję ci! twoje ułany szlachta! szlachta! w rozkazie dziennym ogłosić moje zadowolenie z dnia dzisiejszego, wszystkim - po formie było, po formie! szczególniej dziękuję ułanom i dowódzcy - dziękuję - bardzo dziękuję!<<
I zacierał ręce - i podgwizdywał, cieszył się jak dziecko..."


Chciałbym w tym miejscu uszczknąć kilka słów o jenerale Janie Tomickim.
Według memuaru Tomasza Skrodzkiego, którego rękopis pt. Ogólnie skreślone uwagi o powstaniu 29 XI 1830 r., rkps 4951/I znajduje się w bibliotece zakładu narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu, na kartach 147-148, tak oto o nim rzecze: "dzielny kawalerzysta, dobry i sumienny administrator, najlepszy kolega i patriota".
Wspomniany już Goczałkowski, służący w 1 pułku ułanów, przedstawił swego dowódcę jako człowieka krewkiego i dobrego szermierza, któremu zdarzyło się raz "pokaleczyć" celników w Terespolu, a innym razem pruskich oficerów w Poznaniu.
Natomiast Czajkowski, wspominając o jenerale przytoczył fakt iż niezbyt przepadał za Niemcami, a także i o fakcie że miał skłonności do kieliszka, "wznosząc nieustannie toasty [za zdrowie wielkiego księcia]".
Służbę swoją zaczął prawdopodobnie w 5 pułku strzelców konnych Księstwa Warszawskiego na przełomie 1806/1807 roku. Wziął udział w wojnie polsko austriackiej 1809 roku, po której to został awansowany na szefa szwadronu i przeniesiony do 6 pułku ułanów [9 X 1809 r.]. W kwietniu 1811 r., trafił do 11 pułku ułanów, w którego to szeregach odbył kampanię 1812 roku, walcząc m.in. w słynnym boju kawaleryjskim pod Mirem. Po powrocie do kraju, awansował najpierw na majora [18 I 1813 r.], a następnie na pułkownika [11 II 1813 r.], obejmując komendyrę nad 11 pułkiem ułanów.
W czasie reorganizacji wojska Księstwa Warszawskiego w Saksonii, regiment ten został wcielony do 3 pułku ułanów. Następnie Tomicki w styczniu 1814 roku objął komendyrę nad 1 pułkiem ułanów.

Pozdr.
Marcin F. Michalski

czwartek, 7 listopada 2013

Proces R. Traugutta... Rzecz o nieszczęsnej latarce gimnazjalisty Łyszkiewicza - Cz. V

Chodzenie od zmroku z latarkami obowiązywało mieszkańców Warszawy od czasu wprowadzenia stanu wojennego w KP w październiku 1861 r.
Carskie władze policyjne wydały w związku z tym szereg szczegółowych rozporządzeń.
W chwili aresztowania Łyszkiewicza obowiązywało rozporządzenie z dn. 27 XI 1863 r.: "Z rozkazu władzy wyższej podaję do publicznej wiadomości, że od dn. 15/27 osoby znajdujące się na ulicy obowiązane są mieć latarki zapalone od godz. 5 do 10 wieczór. Znajdowanie się na mieście od godziny 10 do 5 z rana jest zabronione. Osoby przybywające do miasta wpuszczane będą przez rogatki jak rozświta, wydalające się za z miasta tylko do godz. 9 wieczorem wyjaz mają dozwolony. Gen. mjr Lewszyn" [w:] "Kurier Warszawski", nr 272, 27 XI 1863 r.

W ustępie raportu dotyczącym zatrzymania Łyszkiewicza [oraz Stanisława i Władysława Bogusławskich, Emila i Zygmunta Lauberów] z 16/28 I 1864 r., komisarza cyrkułu X Konstantego Rydzewskiego, dowiadujemy się że zatrzymania Łyszkiewicza dokonał, szeregowy lejb-gwardyjskiego striełkowego batalionu Michaił Szymanowskij, którego jednostka częściowo podległa naczelnikowi X cyrkułu, a który postrzegł zgaszoną latarkę u przechodnia.

Motyw -początkowo niejasny- dlaczego Łyszkiewicz zgasił latarkę mimo że ją miał w kieszeni, wiedząc doskonale o rozporządzeniu gen. mjr Lewszyna w sprawie używania latarek, odnaleźć możemy w zeznaniu złożonym przez Łyszkiewicza dn. 16/28 I 1864 r., które odbyło się w mieszkaniu oberpolicmajstra m. Warszawy tj. w Pałacu Prymasowskim na ul. Senatorskiej.

Otóż po skończeniu się wieczornego spektaklu teatralnego, chodził ów po mieście "a że było już po dziesiątej, więc aresztowano mnie i odstawiono do cyrkułu III".

Wywnioskować można, że z obawy przed złamaniem obowiązującej godziny policyjnej [od 22 do 5 z rana], Łyszkiewicz zgasił latarkę by licząc na los szczęścia móc przedostać się niezauważonym do swojego domu.
Licząc się jednak z możliwością zatrzymania, winien przynajmniej zniszczyć listę którą miał przy sobie, ewentualnie gdzieś ją ukryć, coby ją można było za dnia odebrać.
Gasząc natomiast latarkę, w chwili zatrzymania, mógł dodatkowo zwrócić czujność strażnika że coś jest nie tak.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...