środa, 16 listopada 2011

Częstochowa w 1830/1831 r., Cz. II

W okresie wojny 1831 roku, Częstochowa stała się wraz dwoma innymi miastami [Wolborz i Witów], głównym miejscem komasowania jeńców-oficerów armii rosyjskiej.
Komendantem placu miasta był początkowo kapitan Przespolewski, po nim major Siemianowski, a od 12 VII płk Żwan, który zastąpił poprzednika m.in. po kontroli, podłóg której wykazano iż jeńcy noszą przy sobie broń.

Do dyspozycji komendanci mieli straż bezpieczeństwa, a od 17 III z polecenia wodza naczelnego Skrzyneckiego  
- III baon rezerwowy 22 pułku piechoty województwa podlaskiego i 52 osoby z "korpusu weteranów i inwalidów".

Do Częstochowy od 15 lutego do 22 kwietnia przysłano 101 jeńców z Warszawy. W pierwszej kolumnie było 61 urzędników i 2 oficerów kozackich, w następnych -od kilku do kilkunastu jeńców- zaczęto ich wysyłać po miesiącu w miarę dostawania się niewoli nowych głównie wyższych oficerów. Początkowo rozmieszczono ich po kwaterach prywatnych, a później w 23 lokalach Jasnej Góry, m.in. w pomieszczeniach tzw. królewskich, składających się z siedmiu pokoi, salonu i kuchni.
Ze względu na fakt, iż przeor nie był w stanie dostarczyć mebli dla wszystkich jeńców, dla części z nich ściągnięto sposobem rekwizycji [sic!] od mieszkańców miasta, wypłacając im za te meble należność z funduszu liczącego 3 miliony złp, przeznaczonego na nieprzewidziane wydatki! 

Według dociekań Warmińskiego, Losy jeńców rosyjskich w powstaniu listopadowym 1830-1831, Lublin 2006; z ogólnej liczby 400 oficerów rosyjskich wziętych do niewoli do końca czerwca, przebywało wówczas 255 na prowincji, 15 uciekło z Pilicy i Częstochowy, pewną liczbę odbili Rosjanie, część przebywała w Warszawie, a z pozostałych około 40 oficerów, których miejsca pobytu nie udało się ustalić, część wymieniono za jeńców polskich.

Tym niemniej, proceder wymiany był dość mocno ograniczony. Przykładowo Walerian Łukasiński, więzień Nr 1 Rosji, został potraktowany przez RN, z chłodną obojętnością. Już przecież 1 lutego por. Antoni Łukasiński zwracał się w imieniu rodziny do RN z prośbą o wymianę brata Waleriana za jeńca rosyjskiego czy nawet za kilku.
Zrazu Radziwiłł miał to... gdzieś, a Skrzynecki który był bombardowany kilkoma jeszcze prośbami, m.in. jeneralicji naszej, miał tylko do powiedzenia tyle że: "za nim zawarły się wrota schliselburskie". [w:] Askenazy, Łukasiński, t. II, Warszawa 1929.

Inna sprawa, że z rozkazu Chłopickiego do 22 XII 1830 r., wysłano do Rosji w ośmiu kolumnach [skład liczebny pierwszej kolumny pod dowództwem mjr Grodzickiego z Łowicza i Przasnysza wyruszającej jest nieznany], ponad 2097 jeńców.

Z chwilą katastrofy ostrołęckiej, upadku wszelkiego rozumu jeneralicji i marszu flankowego wojsk moskiewskich pod wodzą feldmarszałka Paskiewicza, temat wymiany jeńców nie był nawet poruszany. Ostatni raz w tej sprawie miano dyskutować... 7 IX... Acz jak wiemy dnia tego padła Stolica.

I tak pod tę moją Częstochowę dociekam, który i kiedy Ruski jenerał uwolnił swoich żołnierzy. Nie znajduję tego w dysertacji Leszka Madeja, Rosyjski garnizon wojskowy w Częstochowie 1831/1832-1914, Kraków 2009, gdzie autor poza wstępem tyczącym roku 1813 [w wielu miejscach powtórzonym mocno z pracy Łukasiewicza, Armia księcia Józefa 1813, Warszawa 1986] o roku 1831 prawie nic nie wspomniał, nie dostrzegam tego w pracy ruskiej Okuniewa, który kończy swoje dociekania na zdobyciu Warszawy [uprzednio dając asumpt do manewru swego wodza], ani Smitta, Geschichte des Polnischen Aufstandes udn Krieges, t. III, Berlin 1836, któremu wyuzdane pióro Pruskiego historyka zakazuje zajmować się działaniami tak pobocznymi...

Cóż zerknąłem, ze zniechęceniem że nic nie znajdę do pracy Puzyrewskiego, Wojna polsko-ruska 1831 r., Warszawa 1899 [rep. KAW 1988], wszak ten we wstępie zaznaczył iż: "działania zaś armii pod wodzą hr. Paskiewicza wyłożone są w bardziej treściwym, choć, jak przypuszczam, dość wyczerpującym zarysie".
I tak, w zarysie swoim na stronie 460 ów autor przezacny, pokusił się o wspomnienie iż niewielki przecież oddział Adama ks. Wirtemberskiego, w marszu z Kielc, zajął Częstochowę dnia 29 września 1831!, gdzie przejął dość znaczne magazyny żywności i uwolnił znajdujących się w monastyrze jeńców ruskich.

Pozdrawiam,
Marcin 

poniedziałek, 19 września 2011

Urząd namiestniczy w Królestwie Polskim - Cz. I

Szóstego stycznia 1864 r., godziną wieczorną, a nie tak wczesną –poranną- jak za czasów rewizji z udziałem 27 pułku witebskiego, od strony rynku Wieluńskiego, szybkim krokiem nadciągała w stronę Jasnej Góry 3 rota strzelecka Koływańskiego pułku piechoty. Dowodził nią młody kapitan Wachowski.

Powiew świeżego zimowego powietrza jął zataczać kręgi, odbijając się od kurtyn i bastionów dawnej twierdzy, uderzając dziarskim chłodem w stronę ciepłych wełnianych żołnierskich szyneli.

Co ów oficer, robił z setką przeszło swoich „sołdatów” w murach monastyru? Pod czyim imieniem on występował? Jaki proces rozkazodawczy zmusił go do odłączenia się od pierwszego baonu tegoż Koływańskiego pułku, i udania się we wspomnianym kierunku?

Z dużą dozą prawdopodobieństwa na pierwsze pytanie, można w prosty sposób udzielić odpowiedzi. Okres w którym skórzane, porządne buty uderzały cholewami już to żwir, już to o bruk, znajdując się zrazu przed bramą Lubomirskich by odtąd kontynuować swój stukot już po ziemi świętej, był okresem rewizji i kontroli. W tym akurat przypadku rewizji klasztoru, dozoru ogólnego a i powetowania pod egidą powstania styczniowego, wszelkich nieprawomyślności buntowników. W diariuszu ojca Stanisława Kapiczyńskiego z lat 1839-1881, widnieje ta oszczędnie napisana wzmianka.

Osobiście, dla mnie owa rota tego pułku, nie ma znaczenia. Nie istnieje, stu ludzi? Cóż to jest? W polu bitwy pod Możajskiem, co kilka chwil ginęło po parę takich setek.

I tak w błogiej, niegdyś ciszy dostąpiłem olśnienia; ot poznania macek systemu, ale poczynając nie od dołu a od góry, od tego łba, co wydawał polecenia.

Frapująca jest już sama nazwa: namiestnik
Zda się zadać pytanie: W jakim znaczeniu?

Przy opisie dziejów Królestwa Polskiego, dostrzec można iż była to funkcja, która stanowiskiem przewyższała odpowiedniki w innych częściach Imperium Rosyjskiego.

Więc kiedy powstała? Jak została ukształtowana?

Cóż. Samo wprowadzenie instytucji namiestnika vide po likwidacji tego urzędu od 1874 roku generał-gubernatora do Królestwa Polskiego dokonało się stosunkowo późno, co wynikało przede wszystkim z jego daleko idącej odrębności i specyfiki w Cesarstwie Rosyjskim. Nadana w 1815 r., Królestwie Polskiemu konstytucja była główną rękojmią posiadania odrębnego statusu prawnego i politycznego.

Dopiero wybuch powstania listopadowego dał podstawy do rewizji tego statusu, a odbierając Królestwu autonomię, stopniowo ograniczano zakres swobód i narzucano system władz zbliżony do tego, jaki obowiązywał na pozostałych rubieżach imperium.

Formalne zaś, wcielenie KP do organizmu państwa rosyjskiego ogłoszono 16/26 lutego 1832 r., kiedy to Mikołaj I wydał manifest o nowym porządku zarządzania KP i jego urządzenia tj. O nowom poriadkie uprawlienija i obrazowanija Carstwa Polskogo.
Niszcząc autonomię Królestwa, zniesiono konstytucję, którą zastąpiono Statutem Organicznym, zlikwidowano sejm i wojsko polskie, a na urząd namiestnika Królestwa Polskiego mianowano pogromcę roku 1831 feldmarszałka Iwana Paskiewicza kniazia Erywańskiego i Warszawskiego.
Jako głównodowodzący I Armii Czynnej stacjonującej w KP, posiadł on szeroki wachlarz władzy i uprawnień. Sprawując kontrolę nad pocztą, komunikacją, komorami celnymi, oświatą ludową itp. Organem wspierającym jego zdania była Rada Administracyjna, składając się z trzech komisji rządowych:
-spraw wewnętrznych, duchownych i oświecenia publicznego,
-sprawiedliwości,
-finansów i skarbu.
W Radzie Administracyjnej decyzje podejmowano na podstawie głosowania, a w wypadku równowagi głosów decydował głos namiestnika.

Pisać o tym zda się bez końca. Sam szeroki zakres uprawnień i kompetencji namiestnika nie był przejrzysty, gdyż przez pewien okres decyzje Paskiewicza ograniczał powołany 17/29 VIII 1831 r., a więc trzy dni po utworzeniu Komitetu Guberni Zachodnich, specjalny Komitet do spraw Królestwa Polskiego, który jednak w teorii będący straszakiem na namiestnika, stał się parodią urzędu, jako że będąc zdyskredytowanym przez silną naówczas pozycję na dworze i w salonach; Petersburgu i Moskwie jaką jął mieć kniaź Warszawski, Komitet ów nie mógł poprawnie obradować, a ostatnie takowe posiedzenie odbyło się w 1841 r. –potem cisza.

Pozdr.
Marcin

czwartek, 28 lipca 2011

Generał-gubernatora Albiedynskiego Jasnogórska rapsodia, cz. 1

Wertując Akta rządu carskiego dotyczące Jasnej Góry z lat 1868-1914, klaruję całość wydobywanych informacji pod kątem generał-gubernatora Albiedynskiego i rocznicy 500-lecia przeniesienia do Częstochowy obrazu Matki Boskiej, która to wypadła w 1882 roku.


I tak 21 VI/3 VII 1882 r., w poufnej depeszy Ministra Spraw Wewnętrznych hr. Dymitra Tołstoja, pisanym do Konstantina Piotrowicza Pobiedonoscewa oberpolicmajstera, szefa Departamentu Wyznań Obcych, anonsował iż "Mając na uwadze, że rocznica tej świątyni katolickiej, z którą wiąże się historyczne wspomnienie suwerennej Polski, po raz pierwszy będzie obchodzona pod rosyjskim panowaniem, były minister [tj. Ignatiew], nie uważa za możliwe wysłać prośbę biskupa Popiela według przeznaczenia, nie uzgodniwszy jej z generał-gubernatorem warszawskim [Albiedynskim.], że oczekiwane świętowanie nie będzie mieć ogólnopolskiego historycznego charakteru, lecz wyłącznie religijno-katolickie. Warszawski generał-gubernator w odpowiedzi na to szczegółowo wskazał porządek świętowania jubileuszu i środki projektowane, zarówno przez niego jak i rzymsko-katolickie władze.
Tymi środkami, m.in. zabezpiecza się, że jubileuszowa uroczystość nie rozpowszechni się za mury częstochowskiego klasztoru, przy czym sama uroczystość powinna być uproszczona do ostatniej możliwości. Ponadto w celach niedopuszczenia do Częstochowy byłych unitów, którzy mogli by przenikać tam w tłumach pielgrzymów katolickich, generał gubernator adiutant, Albiedynskij, polecił podległym gubernatorom poczytać za najsroższy obowiązek policji bacznie obserwować to, ażeby z miejscowości z byłą grekokatolicką ludnością w ogóle nie były dopuszczane pielgrzymki do Częstochowy.... [...]."
[Źródło: Centralne Państwowe Archiwum Historyczne w Petersburgu, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych - Departament Spraw Duchownych, Dieło Czenstochowskii bogomolci [1874-1918] tj. Sprawa częstochowskich pielgrzymów, Zespół 821 Referat 2 Nr 305]

Naówczas naczelnikiem zarządu żandarmerii powiatów częstochowskiego jak i będzińskiego [potem radomszczańskiego] był kpt. Władymir Baranowskij [1873-1885], który podlegał Piotrowskiemu zarządowi gubernialnemu.

Wywód mam nadzieję kontynuować, głownie w odniesieniu do poczynań Albiedynskiego, który w swym raporcie do Jego Cesarskiej Mości Imperatora o sytuacji Królestwa Polskiego w roku 1880, tj. na dwa lata przed powyższymi zdarzeniami tak prawił:
"Patrząc w przyszłość, kiedy z mocy miłosierdzia Waszej Cesarskiej Mości nastąpi ulżenie doli i okazania wspaniałomyślności biskupom, którzy wobec rządu okazali się winnymi, za co ponieśli zasłużoną karę, pozwolę sobie uniżenie odwołać się do wspaniałomyślności Waszej Cesarskiej Mości. Czy Wasza Cesarska Mość łaskawie zechce - w celu zapobieżenia prawdopodobnemu, zarówno ze strony Watykanu, jak i nowych biskupów wszczynaniu starań o ułaskawienie ukaranych zsyłką także katolickich księży parafialnych i innych - Najmiłościwiej rozkazać, nie oczekując na opublikowanie i wypełnienie punktów ostatecznej ugody z Rzymem, by w chili obecnej zezwolić na powrót do dawnych diecezji tym zesłanym księżom, którzy byli wydaleni z nich w trybie administracyjnym. Problem księży zesłanych na mocy formalnych wyroków sądów wojennych za znacznie cięższe przestępstwa mógłby być w przyszłości stopniowo i oddzielnie rozpatrywany w trybie indywidualnym." [Źródło: Najpoddańszy raport warszawskiego generała-gubernatora, generała-adiutanta Albiedynskiego o sytuacji Królestwa Polskiego w 1880 roku [w:] Warszawscy generałowie-gubernatorzy o sytuacji społeczno-politycznej Królestwa Polskiego, Raporty Albiedynskiego i Szuwałowa z lat 1881-1896, pod red. Stanisława Wiecha, Kielce 2007, s. 123, 124.]

piątek, 22 lipca 2011

Postument "Wieszatiela"

Ciekawą sprawą jest wzniesienie w Wilnie pomnika Murawiowa, a konkretniej kontrowersje jakie wokoło tego postumentu powstały.
Myśl, uwiecznienia "Wieszatiela" w okazałej bryle z laseczką i szabelką, zrodziła się wśród umysłów Rosjan - kamieniczników wileńskich, którzy to w 1889 roku, zwrócili się do ówczesnego generał-gubernatora Iwana Kachanowa z prośbą, ażeby ten wystąpił do Imperatora Aleksnadra III [ah ta Maria Fiodorowna, piękna z niej Imperatorowa była], o zgodę na rozpisanie ogólnorosyjskiej zbiórki funduszy na budowę pomnika "Wielkiego Rosjanina" [w:] Winogradow A.A., Kak sozdałsja w g. Wilnie pamietnik grafu M.N. Murawiowu, Wilna 1898, s.8
Całość funduszy jaka została uzbierana w przeciągu... prawie dziewięciu lat, w roku 1898 wynosiła okazałe ok. 60 tys. rubli. [w:] Tamże, s. 9-10

W przeciągu tego czasu, Aleksander III zmarł (1894), nastał na tronie jego syn Mikołaj II, a ten, rzecz znamienna, rozstrzygając spór o lokalizację monumentu nakazał jego wzniesienie nie w miejscu najbardziej eksponowanym, tj. pierwotnie miał być to plac Katedralny, a w zamian tego ustalono skwerek zrazu przed pałacem generał-gubernatora [w:] Tamże, s.22, Zatwierdzenie lokalizacji i projektu przez cara nastąpiło 12 lutego 1896 r.

Projektem kierował, akademik Michaił Czyżow, a w gestii artystycznej/wykończeniowej ostał się artysta-rzeźbiarz, Iwan Griaznow. Owe plany przestawiały odlaną z brązu figurę Murawiowa w skali 1:1, osadzoną na granitowym piedestale opatrzonym inskrypcją: "Graf M.N. Murawiow, 1863-1864".

Skracając swój wywód nadmienić warto jak oceniali samego Murawiewa, wyżsi dostojnicy Rosyjscy. Wypada tutaj zacytować księcia Piotra Dołgorukowa, który już w 1863 r. określił go jako "kolejnego urzędnika interesownego i chciwego, gubernatora-wieszatiela, sługusa nadwornego, ministra-grabieżcę" [w:] Dołgorukow P., Pietierburgskije oczerki (Pamfilety emigranta 1860-1867), Moskwa 1992, s. 342
Zaś wnuk feldmarszałka Suworowa, książę Aleksander Suworow nazwał go "ludojadem" [w:] Bazylow L., Polacy w Petersburgu, Wrocław 1984, s. 270; tenże autor pisze: "Społeczeństwo rosyjskie, które nie darzyło wtedy Polaków sympatią odniosło się wtedy do Murawiowa z pogardą, ale... nie całe, nie wszyscy"
W 1866 r. odę na cześć Murawiowa ułożył i wygłosił Mikołaj Niekrasow [w:] Czykowskij K., Niekrasow, Statii i matierały, Leningrad 1926, s. 10-11. Sławił go również poeta Fiodor Tiutczew, którego córka Daria z okazji odsłonięcia pomnika "Wieszatiela" nadesłała telegram dziękczynny z fragmentem ojcowskiego wiersza: "Niewielu miałby wrogów, gdyby nie twoi, Rosjo"

[Daty w poście, z lenistwa, podane są wg kalendarza juliańskiego tj. wg. starego stylu.]

wtorek, 28 czerwca 2011

Bazylow mówi mi- „sssp...!”

Pewnego dnia w roku akademickim 1960, student UW –Krzysztof- upił się tak nieszczęśliwie, iż trafił do stosownej izby na wytrzeźwienie. Tam też mając głowę zbroczoną trunkiem, w akcie egzaltacji naubliżał funkcjonariuszom Ludowej Milicji Obywatelskiej.

Naturalnie ubliżanie „Władzy” nie było szczęśliwym – w jego położeniu - rozwiązaniem, tym niemniej tak czy inaczej procedura wymagała zawiadomienia wyższych „szarż” uniwersyteckich, które to zobowiązane były do wdrożenia w takim wypadku postępowania dyscyplinarnego.

Krzyśka wezwano przed oblicze znanego z surowości rektora Ludwika Bazylowa. Zmierzając w kierunku uczelni, na pokrzepienie przed twardym sądem, biedny chłopak postanowił dodać sobie ducha i przed audiencją wstąpił do „Baru pod Chrystusikem” (obecnie restauracja „Staropolska”) na małą wódkę.
Miejsce obok zajął starszy facet, który zamówił także wódkę, ale do tego i piwo, sprawnie wlał setę do kufla i wychylił tę iście szatańską miksturę.

Jak to bywa przy takich okazjach, panowie przepili do siebie.
Nasz Krzyś, mocno pokrzepiony, podążył do Pałacu Kazimierzowskiego. Tam po chwili, wprowadzono go do rektorskiego gabinetu. Zza biurka podniósł się... facet z baru, popatrzył petentowi przeciągle w oczy i rzucił mu jednoznaczne: „sssp...!” Żadnej komisji dyscyplinarnej oczywiście nie było...

Na podstawie opowieści Pawła Wieczorkiewicza [
w:] Bazylow L., Ostatnie lata Rosji carskiej. Rządy Stołypina, Warszawa 2008, s. IX.

czwartek, 23 czerwca 2011

W „carskim” szynelu. Armia Imperium Rosyjskiego XIX w.

Uogólniając. Zasady poboru do armii przyjęte za panowania Piotra I, przetrwały do czasów Mikołaja I tylko z niewielkimi korektami, obejmując czas trwania szeregu wojen w tym: rewolucyjnych, napoleońskich, czy powstań, łącznie z wojną 1831 roku.
Regularną armię Rosyjską wprowadził Piotr I w 1699 r., tj. przed wojną ze Szwecją. Służba była dożywotnia.
Katarzyna II w 1793 r., określiła okres służby na 25 lat, z tym że ci wszyscy którzy zostali ukarani szpicrutami musieli odbyć dodatkowe dwa lata służby. Zasada ta utrzymała się praktycznie do reform Mliutina z II połowy XIX wieku!
Projekty skrócenia służby podejmował Aleksander I, acz dopiero po jego śmierci, następca Mikołaj I podjął się stosownych reform.
Zatem, 25 lat służby funkcjonowało do 28 czerwca 1834 roku. Otóż tamtego dnia Imperator, podpisał ustawę, skracającą służbę wojskową z 25 do 20 lat (w gwardii z 22 do 20), kolejno rekruci z Królestwa Polskiego służyli w armii Imperium 15 lat. Po odbyciu tych 20 lat, sołdata na 5 lat kierowano na tzw. nieograniczony urlop, i dopiero po upływie tego czasu był on całkowicie wolny od służby.

Na specjalnych warunkach była traktowana Finlandia. Młody Fin mógł zgłaszać się do armii rosyjskiej jedynie jako ochotnik. Można nim było już zostać w wieku 17 lat. Najmniej zgłaszający mógł zadeklarować 3 lata a najwięcej 12 lat służby. Jeżeli w petycji nie uwzględnił przez pomyłkę ilości lat, z urzędu kierowano go do oddziału na okres 6 lat. [w:]Sprawocznaja kniżka dla russkich oficerow, pod red. Machotina, St-Petersburg 1869, s. 108-109
Do tego ustawa z 1831 roku, określała że od służby zwolnione były np. ludy syberyjskie, oraz Rosjanie którzy zapragnęli udać się w podróż na Syberię celem założenia tam rodziny, czy Polacy którzy prowadząc działalność gospodarczą zdecydowali się osiedlić na pogranicznych i wewnętrznych guberniach Rosji.
Miało to na celu zachęcić, ludność do kolonizowania mało zaludnionych obszarów Imperium.

Od znamiennego roku 1834, pojawił się kolejny problem. Otóż w skład armii regularnej, wchodziły również wojska rezerwowe i zapasowe.
Ogólnie historycy rosyjscy z XIX wieku mieli z wyjaśnieniem różnic pomiędzy wojskiem rezerwowym a zapasowym, dość poważne problemy. Wystarczy popatrzeć na publikacje wszelkich urzędowych sprawozdań o stanie armii z lat pięćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku, tj. np. w pozycji: Kusznieriew I. N., Russkaja wojennaja siła, wypusk 10, Moskwa 1889, s. 185, autor nie raczył wyjaśnić tej zagwostki.
Według analizy dokonanej przez profesora Wiesława Cabana, różnica między wojskami rezerwowymi a zapasowymi była następująca: Otóż rekrut po ukończeniu 20 lat służby, jak już wspomniałem był kierowany na nieograniczony urlop który trwał 5 lat. W ciągu tego okresu byłych żołnierzy traktowano jako tzw. zapasowych, przydziały do służby pozostawały bez zmian tj. były zgodne z rodzajem wojsk w jakich służyli przez 20 lat. W czasie wojny żołnierze z tzw. zapasu uzupełniali ubytki w armii liniowej.
Natomiast wojska rezerwowe znane były daleko wcześniej, jako że każda z czterech części wojsk składających się na wojska liniowe posiadała swoje rezerwy. W kampanii 1812 roku, pułk muszkieterów tj. liniowy, składał się z 2 baonów, z czego nr 1. i 3. były polowymi, a baon nr 2. tworzył tzw. rezerwę pułku w macierzystym mieście/garnizonie.
Nie ulega natomiast wątpliwości, że poczynając od 1834 roku liczebność armii zapasowej systematycznie rosła, bo rocznie kilkanaście tysięcy osób było odsyłanych na nieograniczony urlop. Spadało natomiast znacznie armii rezerwowej i w konsekwencji w sztabie generalnym, jak i w Ministerstwie Wojny określenia te były używane zamiennie!

piątek, 17 czerwca 2011

Marszałka Tuchaczewskiego... antenaci z 1831 r.



W sławetnym rozkazie Michaiła Tuchaczewskiego, dowódcy frontu zachodniego w 1920 roku, który to kończył się słowami "na (...) Warszawę, marsz", iście bije nie tylko fama rewolucji ale i również odzywają się duchy jego przodków.

Wszak jego pradziad Aleksander Nikołajewicz Tuchaczeski, w 1831 roku był dowódcą Ołoneckiego pułku piechoty w II Korpusie gen. barona Kreutza. W pierwszym dniu szturmu Warszawy tj. 6 września pułk Aleksandra Nikołajewicza znajdował się w pierwszej linii kolumny szturmowej II Korpusu, dowodzonej przez gen. lejt. Sulimę. Toż ta kolumna dokonywała ataku w południową stronę dzieła 54 nazywanego później potocznie "Redutą Ordona".

Według tradycji rodzinnej pułkownik Aleksander Tuchaczewski tego dnia dostał się do niewoli polskiej, w której to w wyniku odniesionych, ciężkich ran zmarł. Wg. T. Strzeżeka, Obrona Warszawy 6-7 września 1831 r., Olsztyn 1996, s. 61, nie ma mowy o wzięciu do niewoli rannego pułkownika, a raczej o tym iż poległ zrazu w walce: "[...]pułki Biełozierski i Ołonecki ruszyły do ataku. W chwili gdy przedzierały się przez resztki wilczych dołów, polska piechota wzmogła ogień. W jego rezultacie poległ m.in. dowódca Ołoneckiego płk Aleksander Tuchaczewski, pradziad marszałka Michaiła Tuchaczewskiego."

Aleksandra Nikołajewicza pochowano w majątku Wyczółki, skąd po wielu latach, na krótko przed urodzeniem Michaiła Tuchaczewskiego, ekshumowano do cerkwi garnizonowej 4 Dywizji w Łomży.

Wypada wspomnieć również o bardziej słynnym antenacie, uczestniku zmagań w wojnie polsko-ruskiej 1831 r., tj. wujku Michaiła; pułkowniku Pawle Piotrowiczu Liprandim, który był to bratem żony Aleksandra Nikołajewicza, Marii Tuchaczewskiej z domu Liprandi, prababki Michaiła.
To on po rannym gen. Geismarze objął dowództwo kolumny, a dnia 7 września wraz z ze swoimi żołnierzami dokonał przełamania drugiej linii obrony Warszawy między Rogatkami Wolskimi a Jerozolimskimi, a następnie jako jeden z pierwszych wyższych oficerów rosyjskich; wdarł się do miasta w okolicy ogrodu Unruga.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...