piątek, 27 marca 2015

Suchary - Czyli jak pod Osiekiem - podczas przeprawy przez Wisłę, feldmarszałek Paskiewicz zarządził budowę 540 pieców...

"Nad Raciążkiem unosiły się kłęby dymów, bijących z 540 ognisk piekarń polowych, w których, z zapasów zbożowych pod-toruńskich, wypiekano suchary dla armii Paskiewicza. Dymy te, jak czarna chmura, zaciemniły horyzont nad Wisłą. Były one poniekąd symbolem: groźbą, piorunami brzemienna chmura - armia rosyjska - ciągnęła na Warszawę, centralne ognisko insurekcji narodowej"
Taki opis wystawił w swoim opracowaniu na str. 209, Józef Frejlich, pt. Przeprawa Paskiewicza przez Wisłę, [w:] "Kwartalnik Historyczny", 1929.

Przeprawa pod "Kępą Dzikowską" w Osieku w roku 1831
Źródło:
Окунев Н. А., История второй половины Польской войны 1831 года, Санкт-Петербург, 1835
W armii rosyjskiej istniały praktyki masowego wypiekania sucharów z mąki, a ponieważ można było je magazynować na dłuższą chwilę i dostarczać w gotowej postaci według zapotrzebowania do oddziałów - to i z tej opcji wojsko Dybicza czy potem Paskiewicza - korzystało.

Pierwszy dowódca wojsk interwencyjnych, zarządził jeszcze przed swoją śmiercią - zbudowanie w Grodnie oprócz istniejących 13-tu rządowych, dodatkowych 29 wielkich pieców. Suchary ładowano na barki, spławiano Biebrzą do Wizny i Narwią do Łomży. Ta sama analogia występowała podczas wojen lat wcześniejszych np. 1828/29. Chleb natomiast, jak sobie przypominam z opracowania Beksrownyja, dla potrzeb codziennych wypiekano w piekarniach polowych; batalionowych i pułkowych.

Wracając jednak do tematu.

Gdy siły główne armii rosyjskiej dn. 19 VII stanęły pod Osiekiem dysponowały zapasami mąki na dni 20, Paskiewicz chciał uzyskać z tego duży i trwały zapas sucharów, który starczałby na dłużej.

Stąd zarządził budowę pod nadzorem dowódcy pułku grenadierów gwardii, gen.-mjr. Szypowa 540 pieców - które wybudowano w przeciągu pięciu dni. Około 5000 ludzi zaprzęgnięto do pracy - po jej ukończeniu jeden piec mógł wypiec w ciągu doby od 3 do 6 czetwierti mąki, czyli od 630 kg do 1259 kg.

Puzyrewski, Okuniew i Smitt podają, że armia rosyjska w ten sposób w przeciągu 5 dni przerobiła na suchary, 10000 czetwierti mąki tj. 2.099.000 kg - starczał ten zapas na dwa tygodnie. Z zamówień zlecanych w Prusach, taką ilość sucharów/ z takiej ilości mąki - uzyskano sumując łączne dostawy z 4 miesięcy...

wtorek, 17 marca 2015

Boremel czy Boreml?

Beresteczko-Boremel, mapa WIG'owska z 1924 r.
Źródło: http://www.mapywig.org/m/WIG100_300DPI/A47_B40_%28Q40%29_BERESTECZKO_300dpi.jpg
Według: Słownika geograficznyego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, pod red. Filipa Sulimierskiego, Bronisława Chlebowskiego, Władysława Walewskiego, t. I, Warszawa 1880, s. 311 *) - dopuszczalne są dwie nazwy zarówno Boremel jak i Boreml - przy czym ta pierwsza jest brana za główną. Kasper Niesiecki wspomina ks. Boremelskich, których linia wygasła w XVII stuleciu. Kolejno na polskiej WIG'owskiej mapie z 1924 roku, widnieje Boremel **): 
http://www.mapywig.org/m/WIG100_300DPI/A47...CZKO_300dpi.jpg

Tak samo generał Dwernicki w swoim memuarze określa tę miejscowość [a Grobicki za nim], Tokarz dla przykładu w indeksie podaje wprawdzie Boreml natomiast w nawiasie - Boremel, Puzyrewski zostaje przy Boremlu.


-----
*) Podczas dwudniowej bitwy zburzony został pałac dziedziców Czackich.
**) Jak można zobaczyć, widać dokładnie obszar między Nowosiółkami a Wyczółkami, gdzie generał Dwernicki rzucał swoje szwadrony do szarż, jedyny obszar na którym mógł wyzyskać teren i atuty swojej jazdy.

Wyprawa Dwernickiego na Wołyń - przyczynek do starcia pod Poryckiem [niedaleko Ryk] 11 kwietnia 1831 r.


Pod Poryckiem dwa dywizjony [trzecie] naszej jazdy z 2 p.uł. i 4 p.s.k. zaskoczyły cztery szwadrony? Kargopolskiego pułku dragonów.
Od frontu zaatakowało pięć plutonów z dywizjonu 4 p.s.k. które zmieszały ariergardę, tj. tę część która ubezpieczała pojenie i karmienie koni. Resztę dokonał atak ułanów, który po natarciu czołowym strzelców konnych, uderzył w bok rosyjski.


Starcie nie zostało opisane w pracy Smita pt. История Польского восстания и войны 1830 и 1831 годов, t. 2, Санкт-Петербург 1863, str. 194-196.
Aleksander Puzyrewski, Wojna polsko-ruska 1831, Warszawa 1899, s. 193, oraz Wacław Tokarz, Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831, Warszawa 1993, s. 292 napomknęli o tej potyczce, czas określili jako 11 kwietnia [23 kwietnia według starego stylu], według Tokarza do niewoli dostało się ok. 200 jeńców [wziął je ze wspomnień Dwernickiego, niemniej tamten podawał liczbę 216 jeńców, 240 koni i mnóstwo bagażu..], według Puzyrewskiego 150.

Jerzy Grobicki w swoim artykule pt. Wyprawa Dwernickiego na Wołyń w 1831 r. - geneza wyprawy wołyńskiej, "Przegląd Kawaleryjski" 1930, nr 11-12, s. 302-303, ową affaire przypisuje pod datą 12 IV[24 IV] - nie wiem jednak z czego on to bierze? -Dwernicki w swoim przewodzie rozpoczętym na str. 79 swoich wspomnień - Pamiętniki jenerała Dwernickiego, Lwów 1870 - dowodzi że starcie miało miejsce 11 IV.. Grobicki pisze że wzięto do niewoli 5 oficerów oraz 150 szeregowych.

Stefan Przewalski, w swoim artykule Bitwa pod Boremlem 15–20 IV 1831 r., Studia i Materiały do Historii Wojskowości”, t.9, 1963, z. 2, naturalnie nie objął ramami czasowymi tego starcia.

Pan Dariusz Ostapowicz w swojej rozprawce podaje całość za Pawłowskim, który to podaje za Dwernickim.

Niemniej cieszę się bo historia Kargopolskiego pułku już do mnie "jedzie".
A to dzięki Siergiejowi Siergiejewiczowi i skanerom z dotacji przyznanej jeszcze naówczas przez premiera Władimira Władimirowicza.

wtorek, 10 marca 2015

Relacja mjr Tomasza Świtkowskiego o wzięciu reduty Nr 54 [Ordona] dn. 6 IX 1831 r.

Major Tomasz Świtkowski, dowódca II baonu 10 pułku piechoty liniowej *) w swoich wspomnieniach pt. O wzięciu Woli dnia 6 września 1831 roku : sprostowanie opisów generałów Umińskiego i Sołtyka : z planem pola bitwy, wydane w Paryżu roku 1833, opisał upadek reduty Nr 54, początkowo widząc walkę z oddali znajdując się jeszcze w rogatkach na Czystem, niemniej po wybuchu składu prochu, dostał rozkaz udania się na miejsce i obaczenia sytuacji w bliskości. Relacja zawiera ciekawości w kwestii heroizmu "poległego" Ordona, którą zrelacjonował Sołtyk, ten sam który mylnie ocenił kolumny i armaty rosyjskie jako swoje, tuż po zdobyciu dzieła Nr 54. Po tym fakcie II baon 10 ppl, dostał rozkaz do wymarszu w stronę Woli.
"Po wzięciu tej baterii [Nr 57], nieprzyjaciel siły swoje rozwijać zaczął do obsaczenia Woli, wymierzając swój cały atak na redutę N. 54 i 55, a dla zakrycia tego ruchu 40 armat wielkiego kalibru do Woli strzelać rozpoczęło.
O godzinie wpół do szóstej nieprzyjaciel zbliżył się do baterii N. 54; lecz tam przyjęty silnym ogniem zwrócił się raptem na lewo i baterię 55 opanował, która żadnej nie miała załogi, lecz ta bateria z położenia swego stała się nam bardzo szkodliwą, gdyż nieprzyjaciel znalazł się w tyle reduty Woli i był zakryty od strzałów baterii N. 54. - Kto by mógł uwierzyć, że w drugiej linii, kiedy te ataki i zajęcia działy się przed nami, trwała największa obojętność. - Bateria N. 23 i cała Artyleria piesza liniowa stała spokojnie, piechota i kawaleria spoczywała, słowem jak żeby pierwszej linii z drugą żadnej nie było styczności. - Nareszcie o godzinie szóstej przyjechał do baterii N. 23 Jenerał Sołtyk dowódca artylerii wałowej; za nim niżsi i wyżsi Oficerowie. - Wstąpił w nas duch wojowniczy; rozumieliśmy że nasze wszystkie działa grać zaczną, że redutę N. 54 która wkrótce po ich przybyciu została utracona odbierzemy, albo ją kule nasze rozdrzazgają na miazgę z jej moskiewską załogą. - Jako żywo. Nasi Jenerałowie przypatrywali się przez długie lornety na krwawe boje pierwszej linii, i my z nimi patrzyliśmy spokojnie, jak na dziwowisko wcale do nas nienależące, a te kule i granaty co przelatywały z baterii do baterii i śmierć naszym zadawały, nie trwożyły nas bynajmniej, bo nie do nas były wymierzane. - Nareszcie wszystkich raptem zwróciła się uwaga na redutę N. 54 i każdy krzyknął z uniesieniem: Magazyn prochu wyleciał w powietrze; wtem nowa ciekawość. - Jenerał Węgierski zwrócił się do mnie jako do Oficera od służby, abym jechał jak najśpieszniej dla dowiedzenia się; pojechałem do niej jak tylko koń mój mógł wyskoczyć. Już dobiegając do mety, spostrzegłem równie biegnącą Rosyjską piechotę pojedynczo i bez porządku z tyłu artylerii swojej, do opanowania prochem uszkodzonej reduty, którą z łatwością zdobyli i zaraz ich artyleria stanęła na prawo i na lewo. - Po rozpoznaniu co się stało z redutą, powróciłem nazad dla zrobienia raportu i to com widział z najmniejszymi szczegółami memu Jenerałowi Brygady opowiedziałem; lecz oba Jenerałowie nie dali mi wiary.
Najbardziej sprzeciwiał mi się jen. Sołtyk, dowodząc wyraźnie, że widział przez lunetę Wojsko Polskie, Wojsko nasze wchodzące na reduty, że ta artyleria co stoi na prawo i na lewo jest także nasza; stąd rozpoczęła się ogólna sprzeczka, każdy sądził jak mu się podobało. Po prostu mówiąc, bawiliśmy się przy największym milczeniu naszych armat.
Odwołuję się do Haczewskiego i Wysockiego Majorów; gdyż ta sprzeczka była w przytomności ich stojących na wale baterii N. 23. Tymczasem to Wojsko mniemane Polskie, przyszedłszy do porządku, zwinęło się w kolumny, mając 30 armat prosto maszerowało ku nam.
Nieczynność naszej artylerii i piechoty stojącej na Czystem w rezerwie tak ośmieliła Wojsko Rosyjskie, że pomimo zaciętej walki pod Wolą, spiesznie dążyło do zajęcia baterii N. 23 leżącej na drugiej linii umocnienia na Czystem.
Dopiero gdy to Wojsko podług sądzenia Sołtyka nasze, zbliżyło się na pół strzału armaty i rozwijać się zaczęło do boju; była już godzina siódma, gdy Jenerał Dywizji Bogusławski od rogatki Powązkowskiej dobiegając na koniu, z gniewem wołać począł na Jenerała Sołtyka w te słowa: >> Co pan u diabła robi, dlaczego nie każesz strzelać? czy chcesz żeby nieprzyjaciel wszedł do Warszawy? <<" **)

Wymowny jest to opis, tyczący wsparcia I i II linii umocnień w początkach zwarcia.

Niemniej równie ciekawa jest relacja tycząca samego Ordona:
"Co się tyczy Ordona, powieść Jenerała Sołtyka jest bajeczną, gdyż Ordon był ze mną w niewoli w Nadrzynie, stałem w jednej z nim izbie; był wprawdzie opalony prochem, lecz sobie nie przyznawał żadnego heroizmu wysadzenia się prochem w powietrze, owszem powiadał nam że kanonier Nakrut posłany po proch do magazynu, wszedł z lontem zapalonym i tym prostym sposobem przez niedołężność wysadził magazyn w powietrze i sam zginął. Nieprzyjaciel korzystając z tego przypadku pośpieszył ku baterii i onę zabrał. Później gdy Rosjanie weszli do Warszwy pporucznik Ordon za staraniem Ojca swego wyszedł z niewoli z Nadrzyna, jest zdrów i mieszka przy swej familii w Warszawie" ***)

----------
*) Zgodnie z postanowieniem dyktatora gen. Chłopickiego z 10 stycznia 1831 r., miano powołać 16 nowych pułków piechoty, w każdym województwie po dwa.
Zatem województwo krakowskie wystawiło 1 i 2 krakowski pułk piechoty, każdy złożony z trzech batalionów. Piętnaście dni po tym rozporządzeniu, 20 stycznia [Chłopicki naówczas już nie był głównodowodzącym, zrezygnował dn. 17 stycznia, a 20 dowództwo objął gen. Michał Radziwiłł], wszystkie 'wojewódzkie' pułki opatrzono kolejną numeracją pułków piechoty i tak owe krakowskie nr 1 i 2 zmieniły nazwę na 9 i 10 pułk piechoty liniowej [dalej skrót ppl].
Początkowo kadra oficerska 10 ppl, była następująca:
Dowódcy:
Pułk: mjr Spytek Jordan [dymisjonowany z 8 ppl]
I batalion: kpt. Gabriel Siemoński [dymis. z 4 ppl]
II batalion: kpt. Dionizy Zieleniewski [ dymis. z korpusu weteranów czynnych]
III batalion: kpt. Konstanty Bobrownicki [dymis. z 1 pułku strzelców pieszych]
W toku działań wojennych następowały zmiany na stanowiskach dowódczych i tak w 10 ppl, 17 kwietnia dowódcą został mjr Piotr Wysocki. Dotychczasowy dowódca, Jordan Spytek, zmarł z ran odniesionych 17 IV w bitwie pod Woronowem. Wysocki dostał się do niewoli 6 IX podczas pierwszego dnia szturmu wojsk rosyjskich Warszawy. Do końca wojny pułkiem dowodził ppłk Stanisław Jabłoński.
**) Świtkowski T., Op.Cit., s. 8-13
***) Op.Cit., s. 13

piątek, 6 marca 2015

Ordre de Bataille wojsk rosyjskich w bitwie pod Małgoszczem 24 lutego 1863 roku

Mapa poglądowa, tycząca marszrut trzech rosyjskich kolumn.<c> gatczyna.blogspot.com
Ordre de Bataille *)

-Kolumna płk. Czengerego - wyruszyła w dniu starcia o 3 nad ranem z Kielc:
3 roty 25 Smoleńskiego p.p.,
Szwadron 3, Noworosyjskiego p. drag., **)
2 działa,
-Kolumna podpułkownika sztabu generalnego Dobrowolskiego [był szefem sztabu 7 DP] nadchodziła z Chęcin, kierując się przez wieś Mosty na Bolmin:
3 roty 26 Mohylewskiego p.p.,
Szwadron 2, Noworosyjskiego p. drag., **)
2 działa
-Kolumna majora Golubowa - atakowała od strony Jędrzejewa:
3 roty 20 Halickiego p.p.,
15 kozaków.

Razem: 9 rot piechoty, 2 szwadrony i 4 działa, tj. ok. 1500 żołnierzy. Artyleria jeżeli chodzi o Dobrowolskiego i Czengerego pochodziła z 7 Brygady Artylerii. ***)

Pozdrawiam,
Marcin

Zestawiłem na podstawie:
*) Максутов В.П., История 25-го пехотного Смоленского полка за 2 века его существования (1700-1900 гг.), Санкт-Петербург 1901, s. 929
**) Потто В. А., История Новороссийского драгунского полка 1803-1865, Санкт-Петербург 1866, s. 309, 310
***) Radomski Oddział Wojenny, pod dowództwem naczelnika generała Uszakowa, obejmował swoim zasięgiem gubernie: radomską, kielecką oraz część piotrkowskiej.
Główne działania Langiewicza w tym bitwy pod Miechowem jak i Grochowiskami miały miejsce na tych terenach. Od początku też OdB tego Oddziału stanowiły pułki 7 dywizji piechoty oraz jeden z 5 dp [20 Halicki p.p] + artyleria + jeden batalion [2-gi] saperów. W skład kawalerii regularnej przydzielonej do radomskiego oddziału: wchodził tylko Noworosyjski pułk dragonów. Nieregularna jazda obejmowała kozaków z 3 Dońskiego pułku.

wtorek, 3 marca 2015

Kapitan Henryk Krasiński 1804-1876 - pochowany na londyńskim cmentarzu St Patrick w Leyton

Henryk Krasiński, był kuzynem Zygmunta, literatem a podczas wojny 1831 oficerem artylerii [według Miscellanea z lat 1800-1850, t. 2, Wrocław 1967], inne źródła podają że był oficerem kawalerii. 

Leonard Niedźwiecki w Listach Wybranych z lat 1832-1839, który w stopniu chorążego został wcielony do 23 pułku piechoty podczas trwania wojny polsko-rosyjskiej z 1831 r. i przez pierwszą część emigracji urzędował w Londynie [pracował m.in. w kancelarii księcia Adama Czartoryskiego], utrzymując jednocześnie stale kontakt z emigracją w Paryżu; zwłaszcza z Eustachym Januszkiewiczem i Księgarnią Polską. Potem związał się z Władysławem Zamoyskim, którego to został sekretarzem w 1839; pod koniec zresztą tego roku osiadł na stałe w Paryżu i związał się z Hotelem Lambert.

I to tenże Niedźwiecki w liście do Januszkiewicza wysłanym z Londynu dnia 27 czerwca 1839 r. [w czwartek], scharakteryzował rzeczonego Henryka:

"Nie ma jej jeden Henryk Krasiński, wszędzie zarówno nieszczęśliwy. Czy uderzy w strunę miłości, to same ciernie, przeszkody; czy w strunę literatury, to same zawody, ba, nawet przesądy. Nigdzie wyrozumiałości. Krasiński mniej godnych szczęśliwymi znajduje; siebie nigdy między nimi.
Co za spiknienie losu!
Np. ma piękne niedrukowane działo Gonta *), jak sam powiada - olbrzymie, blaskiem swoim przechodzi wszystko, co świat widział; Towarzystwo jednak Literackie tutejsze drukuje poezje Olizarowskiego. Jest to niemały powód smutku Krasińskiemu, którego wcale poezje nie obchodzą, a tym bardziej poezje Olizarowskiego. Jednakże jakoby los uwziął się prześladować go do ostatka, nie tylko że Towarzystwo nie daje mu pieniędzy na drukowanie jego prześlicznego Gonty, jak dało Olizarowskiemu na drukowanie jego poezji, ale nawet nie chce w inny sposób przyjść mu w pomoc, jak przyszło Gnorowskiemu.
Towarzystwo nie dało Gnorowskiemu pieniędzy na drukowanie, to prawda, ale po wydrukowaniu zapisało sobie 30 czy 50 egzemplarzy jego dzieła.
Gona nie ma takiego szczęścia. Krasiński dziwi się smakowi świata, wcale go nie pojmuje. Przy tym sława literacka u Krasińskiego ściśle jest powiązana z powodzeniem na polu miłośnym w Anglii.
Któż nie wie albo się tego nie domyślił, jeśli sam tego od niego nie słyszał, że Batalia kircholmska **) dla samych Angielek jest napisana. I tu spiknienie losów: mało go czytają i stąd kochać go nie chcą. To rzecz niesłychana - Krasiński nie wystawia wzbudzenia dla siebie miłości w jakiej bogatej Angielce. Prawda, jest to oryginalny pomysł co do celu tak sobie położonego. Alboż wolno to naganiać, kiedy geniusz pytał się, jakimi ma rządzić się prawidłami? Krasiński, nie sięgając wysoko, nie kładł jednakże siebie nisko. I żeby cel przyspieszyć swego dzieła, zabrawszy je, sam swoją osobą pojechał do Anglii, a dzieło za nim.
Niepowodzenie jednakże swoje przyznaje czarom.
Jest tu drugi Krasiński, Walerian Krasiński. Henryk Krasiński wielkie ma podejrzenie na Waleriana Krasińskiego, że ten mu, gdzie może, psuje interesa, używając tego samego nazwiska, takiegoż tytułu, z małoznaczną różnicą imion. Owóż źródło niepowodzenia.
Na nieszczęście duana tutejsza także należy do spisku przeciw nieszczęśliwemu, choć nieupadłemu Henrykowi Krasińskiemu.
Owóż ta douana szalona ma w swoich prawach, że kto nie wykupi w pewnym danym czasie artykułów złożonych u siebie, artykuły te po upływie tego czasu sprzedane będą publicznie.
Nieszczęście stale Henryka prześladujące i tu chciało, aby Batalia kircholmska w mnogich egzemplarzach właśnie w takim znalazła się przypadku."


-----------------------
*) Krasiński H., Gonta: An Historical Drama in Five Acts, London 1848 - do pobrania: https://ia601405.us.archive.org/4/items/gon...c00oakegoog.pdf

**) Na kanwie jego pozycji pt. Bataille de Kircholm, ou l'amour d'une Anglaise, Paris 1836
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...