środa, 25 lutego 2015

Ordre de Bataille wojsk rosyjskich w bitwie pod Grochowiskami 18 marca 1863 roku

Wojsko rosyjskie przed starciem pod Grochowiskami było podzielone na cztery kolumny.
Podstawę operacyjną dla tych wojsk stanowiły miejscowości [1] Leszcze; [2] Działoszyce; [3] Stopnica [Mapa poglądowa Nr 1].

W starciu z powstańcami brały udział pododdziały z 7 Dywizji Piechoty: pułki: 25 Smoleński [8 rot], 27 Witebski [2 roty], jedna rota z 7 batalionu strzelców, oraz jedna rota z 20 Halickiego pułku przynależnego  do 5 Dywizji Piechoty [razem 12 rot]; 3,5 szwadronu Noworosyjskiego pułku dragonów z 2 Dywizji Kawalerii, 1,5 sotni kozackiej, 6 dział z dwóch baterii 7 Brygady Artylerii należącej do 2 Dywizji Artylerii [przydzielonej do działań z 7 DP]. 

Nr 1: Dyslokacja wojsk rosyjskich do bitwy pod Grochowiskami 18 marca 1863 r.
<c> gatczyna.blogspot.com

Ordre de Bataille

Pułkownik Onufry Osipowicz Czengery, dowódca 25 Smoleńskiego pułku piechoty w okresie 1860-1863
Źródło: Максутов В.П., История 25-го пехотного Смоленского полка за 2 века его существования (1700-1900 гг.),  Санкт-Петербург 1901 s. 1038
[1] Leszcze: 

Kolumna płk. Onufrego Osipowicza Czengerego,  dowódcy 25 Smoleńskiego pułku piechoty [dalej p.p.] - w rodzimej literaturze spotykałem się z błędnie zdefiniowanym jego imieniem jako.. Ksawery..]:
1)  Piechota:

Cztery roty Smoleńskiego p.p.:
- 2 rota / I baonu,
- 5/II,
- 10/III.
Jedna rota Halickiego pp:
- 7/II
2)  Kawaleria:
- 2. i 4. szwadron Noworosyjskiego pułku dragonów [dalej p. drag.].
- 65 kozaków.
3) Artyleria:
- 4 działa z 6 baterii, 7 Brygady Artylerii.
Kolumna mjr. Bentkowskiego [nie mylić z Władysławem, szefem sztabu Langiewicza]:
1) Piechota:
Trzy roty Smoleńskiego p.p.:
- 8/II,
- 11/III,
- 12/III.
2) Kawaleria:
- 0,5 szwadronu Noworosyjskiego p. drag,
- 20 kozaków.

[2] Działoszyce:

Kolumna mjr. Jabłońskiego:
1) Piechota:

- 1 rota 7 strzeleckiego batalionu,
- dwie roty z Witebskiego p.p.
2) Artyleria:
- 2 działa z 2 baterii pozycyjnej, 7 Brygady Artylerii.

[3] Stopnica:

Kolumna mjr Zagrjażskiego:
1) Piechota:

Dwie roty Smoleńskiego p.p.:
-3/I,
-7/II.
2) Kawaleria:
- 1 szwadron Noworosyjskiego pułku dragonów,
- 25 kozaków.

Razem: 12 rot piechoty, 3 ½ szwadronu, 1 ½ sotni kozackiej, 6 armat.

Zestawiłem na podstawie:
1) Гескет С. Д., Военные действия в Царстве Польском в 1863 году, Варшава, s. 125
2) Максутов В.П., История 25-го пехотного Смоленского полка за 2 века его существования (1700-1900 гг.),  Санкт-Петербург 1901, s. 937

poniedziałek, 23 lutego 2015

Armia Imperium Rosyjskiego w wojnie 1863 roku - pierwszy okres reform Dymitra Aleksiejewicza Milutina

gen. Dymitr Aleksiejewicz Milutin
Jedno z głównych źródeł wiedzy jeżeli chodzi o działania armii rosyjskiej tłumiącej polski zryw niepodległościowy roku 1863 stanowi opracowanie Giesketa pt. Wojennyie diejstwija w Carstwie Polskom w 1863 godu. Naczało wozstanija (janwar’, fiewral’ i pierwaja połowina marta), sostawił S. Gieskiet pod riedakciej gienierał-liejtnanta A. Puzyrewskiego, Warszawa 1894..
 

Swego czasu podałem OdB [bez artylerii i sotni kozackich - te w przygotowaniu] za styczeń 1863;
[1] Część 1 - Gwardia
[2] Część 2 - 4. Dywizja Piechoty
[3] Część II/B - 5. Dywizja Piechoty
[4] Część II/C - 6. i 7. Dywizje Piechoty

Tu pojawia się jednak szereg pytań, odnośnie organizacji armii rosyjskiej, choćby na poziomie taktycznym podczas wojny roku 1863. 

Nowy minister wojny gen. Dymitr Aleksiejewicz Milutin pod koniec 1861 zaordynował iż armia rosyjska w czasach pokoju winna mieć stan ok. 800 tys. żołnierzy, natomiast na wypadek wojny etaty miały ulec zmianie do 1 410 027 żołnierzy. Był to punkt wyjścia dla szczegółowych ustaleń komisji gen. Dannenberga obradującej od 1862 roku.
Cały proces trwał przeszło dekadę, a oficjalne jego zakończenie przyjmuje się na rok 1874 [niemniej jak podaje raport gen. Pawła Jewstafiewicza Kotzebue, dowódcy Warszawskiego Okręgu Wojskowego za ten "kończący" reformy okres, nie udało się dokonać jednej z głównych bo kwaterunkowych zmian. Większość pułków liniowych jak po dawnemu kwaterowała rozrzucona na sporym obszarze po mieszkaniach prywatnych. Budowa koszar po większej części zakończyła się dopiero na przełomie XIX/XX wieku]

Niemniej i przed Milutinem, dokonano kilku doraźnych zmian, które uwidoczniły się w działaniach wojennych roku 1863.
Wojna lat 1853-56 ukazała, jak podaje w swojej monografii Bieskrownyj, Russkaja armia i fłot w XIX wiekie, Moskwa 1973, str. 45, iż np. piechota miała wyraźne braki ilościowe. Okres od 1856/57 do końca 1861 roku, zakończył przedwstępną fazę, przede wszystkim dodając trzeci batalion, zaczynając od gwardii a kończąc na pułkach piechoty liniowej *), zwiększyła się też liczba batalionów strzelców, czy też liczba dywizji piechoty [z 18 do 21], sformowano 4 batalion, który oficjalnie nazywano 4 [IV] rezerwowym batalionem **), stacjonującym po dawnemu w "ojczystym" mieście danego pułku.

I tak pod koniec 1861 r. piechota składała się z:
-10 gwardyjskich i 14 grenadierskich pułków w trzy-batalionowym składzie,
-72 pułków piechoty również w trzy-batalionowym składzie,
-na Kaukazie, zreformowano 4 pułki grenadierskie i 12 piechoty do stanu pięciu batalionów,
-Do powyższego należy dodać 28 batalionów strzelców [3 gwardyjskie, 3 grenadierskie, 18 armijnych i 4 kaukaskie - potem przeformowane w pułki, które łączone były w oddzielne brygady strzelców],

Całość zamykała się w 3 dywizjach gwardii, 4 grenadierskich, 21 piechoty.

Pozdrawiam,
Marcin

--------------------------
*) Organizacja pułku piechoty w wojnie roku 1863 poza dodaniem trzeciego batalionu występowała podług reformy cesarza Mikołaja z 1833 roku.
Każdy batalion był w składzie 4 rot, każda rota składała się z 230 żołnierzy, 24 podoficerów i 4 oficerów - w batalionie było zatem 920 żołnierzy i 96 podoficerów/oficerów. Oddzielne pułki [stacjonujące m.in. na kaukazie] czy bataliony strzelców miały ten sam systemat, z tą różnicą iż w rocie zamiast 24 było 20 podoficerów. 


**) Składał się z 870 żołnierzy i 21 oficerów, dzielił się na 5 rot; 1 strzelecka, 4 liniowe, podczas wojny liczba żołnierzy i odpowiednio oficerów wzrastała do wartości 1074 bagnetów i formowano z nich dywizje rezerwowe [co nie nowe], tj. z każdego korpusu 12 batalionów tworzyło jedną dywizję rezerwy

sobota, 21 lutego 2015

O ziewaniu

© Marcin F. Michalski - gatczyna.blogspot.com




SCENA Z "FAUSTA"
Aleksander Puszkin

FAUST
Nudzę się, czarcie.

MEFISTO
Trudno, Fauście!
Takie już są człowiecze dzieje
I nie uniknie ich nikt z ludzi.
Każdy rozumny stwór się nudzi:
Ten - z pracy, tamten - że gnuśnieje;
Jeden się szczęścia nie doczekał,
Inny go zaznał ponad miarę,
I każdy ziewa, ale żyje -
I wszystkich grób ziewając skryje,
Więc i ty ziewaj. 

Przełożył: Julian Tuwim

czwartek, 19 lutego 2015

Jak oceniać naczelnych wodzów wojny roku 1831?

Niejako w nawiązaniu do mojego poprzedniego wpisu z dnia dzisiejszego, poświęconemu ocenie jaką wystawił gen. Klemens Kołaczkowski, gen. Ignacemu Prądzyńskiemu: http://gatczyna.blogspot.com/2015/02/opinia-generaa-klemensa-koaczkowskiego.html, oraz do notacji z dnia 11 lutego dotyczącej moich uwag odnośnie oceny głównodowodzącego armią rosyjską feldmarszałkowi Paskiewiczowi: http://gatczyna.blogspot.com/2015/02/feldmarszaek-iwan-fiodorowicz.html

Postawiłem sobie pytanie, czy została opracowana kiedykolwiek metoda oceny polskiej generalicji uczestniczącej w wojnie roku 1830?

gen. Jan Skrzynecki

Gdy Jan Skrzynecki w okresie 1815-1830 przez trzy lata był dowódcą batalionu, a przez kolejne dwanaście był dowódcą pułku, Iwan Dybicz przez pierwsze osiem lat pełnił obowiązki szefa sztabu 1 armii, kolejno przez cztery lata szefa sztabu generalnego, przez rok był pełnomocnym przedstawicielem imperatora przy armii Wittgensteina, walczącej na Bałkanach, którą to przez następne dwa lata dowodził.

Paskiewicz, miał nie gorsze obycie na wysokich szczeblach, 10 lat dowódca dywizji [w tym wojna 1812 gdzie dowodził 26 dywizją piechoty w VII korpusie Rajewskiego], 5 lat korpusem i prawie dwa lata armią.

By unaocznić różnice, poniżej zaprezentuję wyniki badania, które opierają się na punktowym systemie porównania umiejętności i doświadczeń poszczególnych generałów, który polega na przeliczeniu pewnych, jednolitych elementów składających się na doświadczenie i umiejętności wojskowe. Metodę stworzył dr Marek Tarczyński, na potrzeby swojej rozprawy pt. Generalicja Powstania Listopadowego.

Wykładnia badania jest czytelna, dzieli się na dwa okresy, tj. wojny i pokoju, badany generał otrzymuje określą sumaryczną pulę punktów po przeliczeniu każdego roku z jego służby, studiów czy pracy teoretyczno-wojskowej.

W całym stosie ocenie podlega służba od dowodzenia batalionem począwszy a na armią skończywszy, do tego dochodzą zmienne takie jak: udział w bitwie i potyczce, ukończone szkoły wojskowe, studia i prace teoretyczne z dziedzin wojskowości.

Według tej metody badawczej Autor otrzymał następujące wyniki:

Naczelni wodzowie armii polskiej [pierwsza trójka]:
[ okres wojny | okres pokoju | razem ]

1) Jan Krukowiecki  | 65 | 41 | 106 
2) Józef Chłopicki | 79 | 12 | 91 
3) Kazimierz Małachowski  | 69 | 12 | 81
.
.
6) Jan Skrzynecki  | 23 | 27 | 50

Dla porównania podaję wynik doświadczeń i umiejętności wojskowych naczelnych dowódców armii rosyjskiej, który otrzymujemy przy zastosowaniu tego systematu:

1) Iwan Dybicz  | 101 | 70 | 171 
2) Iwan Paskiewicz  |  73 | 57 | 130

Piłsudski w roku 1920, pisał w swojej pracy poświęconej wojnie 1920 roku o problematyce dobrania właściwej perspektywy w stosunku do pracy pana Tuchaczewskiego, dowódcy tylko jednego z frontów, tu dawał Marszałek wyraźnie do zrozumienia iż ciężar gatunkowy który na nim spoczywał, zamykał się w przedziale dowódcy wszystkich wojsk polskich i naczelnika państwa.

W roku 1831 władza naczelnego wodza według ustawy z 24 I 1831 była większa od dawnej władzy hetmańskiej tj. owe kompetencje nadane naczelnemu wodzowi przekraczały znacznie uprawnienia dowódców interwencyjnej armii rosyjskiej. Dybicz czy potem Paskiewicz byli dowódcami operacyjnymi o zupełnej zależności od swojego przełożonego czyli cesarza, niż na przykład Skrzynecki od Sejmu i Rządu Narodowego. 


Powyższe dodaje kolejny punkt pod rozwagę, zwłaszcza w odniesieniu do Paskiewicza, kiedy "kwitujemy" go mianem słabego wodza - słabego w odniesieniu do kogo? Davouta?

Opinia generała Klemensa Kołaczkowskiego o przymiotach dowódczych generała Ignacego Prądzyńskiego, sierpień 1831 r.

Źródło: Kołaczkowski K., Wspomnienia, ks. 1, Kraków 1898
15 sierpnia, o godzinie dziewiątej z rana, w kwaterze głównej mieszczącej się w Serokach, pojawili się: Barzykowski, członek rządu oraz generał Morawski, minister wojny - oni to z polecenia rządu i komisji sejmowej mili ofiarować Prądzyńskiemu rozkazy do przejęcia naczelnego dowództwa.

Relację z przebiegu tego spotkania streścił gen. Klemens Kołaczkowki, w księdze 5, swoich wspomnień, na stronach. 24, 25.
Prądzyński na tę propozycję miał wyrzec:
"Zdolnym się czuję dowodzić wojskiem posłusznym, choćby 100000, lecz ani tysiącem żołnierzy niekarnych dowodzić bym nie chciał!"

Natomiast tutaj zatrzymałbym się na chwilę i przytoczył opinię gen. Kołaczkowskiego względem dowódczych przymiotów tytułowego bohatera:
"Jenerał Prądzyński, prócz znajomości wojskowych obszernych, wrodzonego męstwa i zdrowego zapatrywania się na wypadki, nie posiadał żadnych przymiotów wodza. Pominąwszy powierzchowność wcale nie wojskową, ciężki na ciele, zdrowia słabego, a przy tym wszystkim wyobraźnią wybujałą obdarzony, która go nieraz w życiu na bezdroża wyprowadziła. Każda przeciwność raziła go, łatwo poddawał się zwątpieniu, a co gorsza nie umiał rozkazywać.
Nie byłby jenerał Prądzyński sprawy naszej doprowadził do dobrego końca. Należało mu się w wojsku drugie miejsce. Lecz komuż pierwsze?"


No właśnie komuż przypisywał pierwsze miejsce, w sierpniu, po ostrołęckich wydarzeniach naczelny inżynier fortyfikacji Warszawy?

"Z boleścią wyznać muszę, że w liczbie małej powołanych jenerał Skrzynecki, pomimo tylu błędów, przez swój charakter zasługiwał na nie bardziej, aniżeli Krukowiecki, a przynajmniej byłby godniejszym sposobem zamknął historię naszej rewolucji."

niedziela, 15 lutego 2015

Rędziny - cmentarz parafii Św. Otylii - grób Magdaleny Litwickiej żony Michała, oficera - 1 pułku strzelców konnych - armii Królestwa Polskiego

Podwody otwieram przed historią lokalną, związaną z czasami zaborów w Częstochowie i okolicach. Cykl ten będę kontynuował, systematycznie uzupełniał o "nowe" ciekawostki i informacje dotyczące kulturowego dziedzictwa rejonu.

Pierwszy mój wpis poświęcam miejscu pochówku Ś.p. Magdaleny Litwickiej, zmarłej w dniu 7 lutego 1886 roku, a której grób znajduje się na cmentarzu parafialnym Św. Otylii w Rędzinach, w kwaterze E, zaraz przy głównej szosie po prawej stronie, idąc w kierunku od kościoła w głąb cmentarza.

Zdjęcie 1) - Kościół parafii Św. Otylii wzniesiony w latach 1897-1901
<c> gatczyna.blogspot.com

Zanim do tego dojdę, chciałbym przedstawić garść statystyk wsi Rędziny za okres lat 70/80 XIX stulecia, czyli w ostatnim okresie życia Pani Magdaleny.


Do tego celu posłużą mi dane zawarte [w:] Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, pod red. Filipa Sulimierskiego, Bronisława Chlebowskiego, Władysława Walewskiego, t. IX, Warszawa 1888, s. 636:
"Rędziny - wieś i folwark powiatu częstochowskiego, gmina i parafia Rędziny, odległa 8 wiorst na północny-wschód od Częstochowy, a 4 wiorsty od Rudnik, stacja drogi żelaznej warszawsko-wiedeńskiej, posiadają kościół parafialny murowany, szkołę początkową, urząd gminy i piece wapienne.
- wieś ma 53 domów, 502 mieszkańców, 632 morgi,
- kolonia 8 domów, 56 mieszkańców, 58 mórg,
- folwark 4 domy, 26 mieszkańców, 815 mórg w tym 306 rolnych,
- osada 2 domy, 2 mieszkańców, 30 mórg
W 1827 było 44 domów i 366 mieszkańców"
2) - Miejsce spoczynku Ś.p. Magdaleny Litwickiej 1815-1886,
kwatera E

<c> gatczyna.blogspot.com

3) - Epitafium
<c> gatczyna.blogspot.com

Grób ów to w zasadzie jednolita bryła, z kamienia  [tutaj zapomniałem zabrać ze sobą miarkę, by podać akuratne wymiary - w najbliższym czasie również i o te dane uzupełnię opis], zwieńczony żeliwnym krzyżem. Tablica na której widnieje epitafium poświęcone zmarłej, również została odlana z żelaza. Napis który zwrócił moją uwagę i od samego początku mnie nurtował widnieje na zdjęciu nr 3:
D.O.M.
Ś.P.
MAGDALENA LITWICKA

ŻONA OFICERA B. WOJSK POLSKICH PRZE-
ŻYWSZY LAT 71 W DNIU 7 LUTEGO 1886 R.
POD TYM NIEMYM GŁAZEM PRZEZ ZIĘ-
CIÓW CÓRKI I WNUKÓW ZŁOŻONĄ ZOSTAŁA.
POKÓJ JEJ CIENIOM.
"Żona oficera byłych wojsk polskich.." - i tu wypada zadać pytanie: o które niby wojsko polskie chodzi? Czy mieliśmy jakąś armię narodową w XIX wieku?

Otóż, mowa jest o armii Królestwa Polskiego lat 1815 - 1830/31.

W okresie 1817-1830 wydawany był natomiast Rocznik Woyskowy Królestwa Polskiego, który zawierał pełną listę oficerów i generalicji odbywającej służbę w szeregach armii Królestwa Polskiego.

Wertując karty wszystkich tomów, O Szczęście! - natrafiłem tylko na Jedno nazwisko Litwicki, nosił je:
- podporucznik Michał Litwicki, wpisany w roku 1830 [we wcześniejszych rocznikach nie występuje] w szeregi elitarnego: 1 pułku strzelców konnych, któremu szefował Jego Cesarzewiczowska Mość Wielki Xiąże Rossyi Alexander Następca Tronu
W roku 1830  dowódcą pułku był pułkownik Antoni Jankowski. Armia królestwa składała się natenczas z dwóch dywizji kawalerii - strzelców konnych [dalej DSK] oraz ułanów [DUł].
Jesienne skoszarowanie tych wielkich jednostek obejmowało obszar: dla  DSK lewobrzeże Wisły, a dla DUł prawobrzeże. I tak w województwie lubelskim i podlaskim stawały pułki ułanów, a w województwach mazowieckim i kaliskim strzelców konnych.

Na koniec dodam iż dywizja strzelców konnych, składała się z dwóch brygad, każda brygada z dwóch pułków, oraz jednej baterii lekkiej artylerii konnej [1 BK; 1.psk, 3.psk; 2BK; 2.psk, 4. psk; 1. blak] jej sztab [jesień 1830 r.] mieścił się w Łowiczu, natomiast 1 pułk strzelców konnych [wszystkie szwadrony wraz ze sztabem ], wyjątkowo konsystował w Łowiczu, rezerwa zaś piesza w Kowalu. [w:] Pawłowski B., Źródła do dziejów wojny polsko-rosyjskiej 1830-1831, t. 1, Warszawa 1931, s. 6-8.
Normalnie, według dyslokacji podanych w Roczniku Woyskowym Królestwa Polskiego, za rok 1830, 1 pułk strzelców konnych miał następujące miejsca skoszarowania:
-Sztab pułku i 3 szwadron - Piotrków,
-1 szwadron - Wolborz,
-2 szwadron - Brzezina,
-4 szwadron - Radomosko,
-Rezerwa - Kowal.

Pozdrawiam!

środa, 11 lutego 2015

Feldmarszałek Iwan Fiodorowicz Paskiewicz - przyczynek do oceny przymiotów głównodowodzącego armii rosyjskiej, od lipca do września 1831 r.

Feldmarszałek Iwan Fiodorowicz Paskiewicz
Wielu nie docenia przymiotów feldmarszałka Paskiewicza, zarówno tych wojskowych jak i tych politycznych.

Studium generała Aleksandra Puzyrewskiego o tej wojnie, podobnie jak rozprawa pruskiego historyka Willisena *), które czytałem z uwagą, dają się trącić zmęczeniem przy rozbiorze ostatniego okresu wojny, autorzy przyjmują co trzeba podkreślić od niemal samego początku postawę niechętną względem nowego głównodowodzącego i to widać zwłaszcza u rosyjskiego historyka tej wojny, który na kolejnych stronach punktuje Paskiewicza, przeciwstawiając jego realne decyzje z.. planami Tolla. [Nie chcę wyjść w tym miejscu na kogoś kto postradał rozum, krytykując naukową rozprawę dotowaną podówczas kiedy została wydana przez Cesarską Akademię Nauk, niemniej jest to moje zdanie, które opieram na studium Clausewitza.]

Ale to właśnie Paskiewicz "skonsumował" Ostrołękę, to on wykonał w całości plan operacyjny przeprawy głównych wojsk, mimo że pozycja armii którą zastał po poprzedniku nie była do pozazdroszczenia, nie dość że sprawnie uporządkował szyki to zgodnie z wykładnią przeprawy na lewobrzeże Wisły, dokonaną przez Józefa Dutkiewicza **), wykazał się konsekwencją w działaniu, wreszcie to On rozumiał, a co Strzeżek ***) stara się podkreślić, iż Paskiewicz przeciwstawił się 'suworowskim' zapędom Tolla względem powtórzenia rzezi Pragi z roku 1794, feldmarszałek uważał że konflikt ten należy zakończyć blokadą miasta, możliwe w jak najmniej krwawy sposób.

Jako głównodowodzący rozumiał że po tej wojnie będzie trzeba żyć i się układać z "dzisiejszymi wrogami".

Dlatego też niektórzy jego "ospałość" dostrzegają w tej 'duszy' przezorności, która nie chciała komplikować niepotrzebnie czegoś co i tak było zagmatwane przez pewność feldmarszałka Dybicza, a ta po raz pierwszy została stępiona, nie przez Żymirskiego czy Skrzyneckiego, a przez.. lutowe roztopy.


===================
*) Willisen W., Theorie des grossen Krieges angewendet auf den russisch-polnischen Feldzug von 1831. Cz. 1-2., Berlin 1840, ss. XVI, 205 + VIII, 164.
Edycja druga powyższego opracowania, została wydana w Lipsku w 1868 roku, jako całość pt. Der russich-polnische Feldzug des Jahres 1831.
Kolejno rozprawa ta została przełożona na język hiszpański i wydana w Barcelonie roku 1850-tym, natomiast w Polsce o ile wiem ukazało się skrócone tłumaczenie z wydania "lipskiego" tj. 2-go, w publikacji: Michała Sokolnickiego, Wojna polsko-rosyjska w roku 1831, Poznań 1919, s. 279-364. [książka sama liczy sobie 364 strony, natomiast autor przedłożył tekst Willisena m.in. o wyprawę na gwardię].
**) Dutkiewicz J., Przeprawa Paskiewicza przez Wisłę w lipcu 1831 r., Studia i Materiały do Historii Wojskowości, t. VI, cz. II, s. 253-264
***) Strzeżek T., Bitwa o Warszawę 6-7 września 1831 roku, Oświęcim 2015, s. 290, 724.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Lekarze - Uczestnicy zmagań 1830/1831

Sven Jonas Stille, Podróż do Polski, Warszawa 1985
<c> gatczyna.blogspot.com
W pierwszym moim wpisie poświęconemu zagadnieniu służby zdrowia podczas powstania listopadowego i wojny roku 1831, wspomnieć wypadałoby o generale Karolu Kaczkowskim - szefie wojskowej służby zdrowia w powstaniu listopadowym, miał ów również braci, też lekarzy, Michała [1808-1850], jak i Adama [1794-1842].
Marek Wagner napisał artykuł poświęcony działalności rzeczonego pt. Generał Karol Kaczkowski jako szef wojskowej służby zdrowia w powstaniu listopadowym 1830/1831 r. [w:] Studia Historyczno-Wojskowe, t. 1, Siedlce 2007, s. 153-165

Polska Biblioteka Internetowa umieściła dwa tomy wspomnień Kaczkowskiego, a te powstały dzięki staraniom Tadeusza Okszy Orzechowskiego, który zebrał papiery pozostałe po generale, stworzył z nich zwartą całość i wydał je jako Wspomnienia, w roku w 1876 we Lwowie:

Tom1:
http://www.pbi.edu.pl/book_reader.php?p=30145 
Tom2: 
http://www.pbi.edu.pl/book_reader.php?p=34508                                            

Kolejno memuary lekarza batalionowego Kazimierza Łukasiewicza pt. Wspomnienia starego lekarza o czasach powstania listopadowego:(1825-1835), Zamość 1937, który to zgodnie z rozkazem Nr 10, z dnia 3 Stycznia 1831 r. został odkomenderowany przez Naczelnego Lekarza Wojska Polskiego Dr Stumera do III baonu 4 pułku piechoty liniowej.
Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa ufundowała skan:
http://kpbc.umk.pl/dlibra/doccontent?id=39402&from=FBC 

Wojenne perypetie trzech szwedzkich lekarzach [Sitlle, Bergh, Stenkula] zostały streszczone przez Svena Jonasa Stille w Podróży do Polski, Warszawa 1985 - oni to bowiem z narażeniem życia udali się z Lund do Warszawy by służyć pomocą rannym i chorym w roku 1831.

Bitwa pod Międzyrzecem Podlaskim, zwaną zasadniej bitwą pod Rogoźnicą - 29.VIII.1831 r. - Cz. 2

Źródło: Rocznik Wojskowy
Królestwa Polskiego na rok 1830
- Weterani
W nawiązaniu do swojego wcześniejszego postu z dnia 4. II. 2015 r.; http://gatczyna.blogspot.com/2015/02/bitwa-pod-miedzyrzecem-podlaskim-zwana.html - wątek kontynuuję.

Dzisiaj po raz kolejny zastanowiłem się nad misją Prądzyńskiego wysłanego na prośbę Czartoryskiego do sztabu Romariny.

Dnia 6 sierpnia Paskiewicz wysyła do Rosena rozkaz posuwania się w stronę Warszawy, celem przeszkodzenia w dowozach zaopatrzenia do stolicy a przy nadarzającej się sposobności spalenia mostu łączącego Pragę z Warszawą, czy też zupełnego zajęcia Pragi.

Nie wdając się zbytnio w szczegóły dopowiem iż w nocy z 19 na 20 sierpnia wojska rosyjskie przystępują do wykonania rozkazu Paskiewicza. Korpus w sile ponad 10 tys. ludzi opuszcza obozy w rejonie Dęba Wielkiego i maszeruje pod Wawer.
W nocy 20 sierpnia pod Miedzeszynem do łodzi wypełnionej materiałami łatwopalnymi, wsiada oddział ochotników pod dowództwem kapitana Śliwickiego. Prąd doprowadził ekspedycję pod most, niemniej saperom udało się wznieść tylko lekki ogień, a same działania grupy dywersyjnej zostały szybko wykryte przez wartę pontonierską. Rozgorzała intensywna wymiana ognia. Z 15 ludzi biorących udział w wypadzie ocalało 6, w tym Śliwicki. Ogień został ugaszony.

Pikiety Rosena dostrzegły iż zajście nie zakończyło się sukcesem, takoż obawiając się wypadu Polaków, dowodzący wojskami rosyjskimi nakazał cofnąć główne siły do Mińska Mazowieckiego, pozostawiając straż pod Dębem Wielkim.

Trzy dni później 23 sierpnia 1831 r. wojska 2 korpusu gen. Romariny zaczęły opuszczać Pragę. Na noc z 23/24 sierpnia siły korpusu zatrzymały się w Karczewie, Wiązowni i Mlędzu .
Dnia 24 sierpnia główne siły posuwały się do Kołbieli, kolumna gen. Sznaydego wysunęła się do Osiecka, a gen. Zawadzki wolno szedł wzdłuż Wisły z zadaniem połączenia się pod Osieckiem z jednostkami gen. Sznaydego.
25 sierpnia korpus koncentruje się w Osiecku i wolno posuwa się ku Garwolinowi. Meldunki [jak się potem okazało błędne] od gen. Zawadzkiego sugerują iż Rosjanie czynią przygotowania do przerzucenia mostu przez Wisłę koło Góry Kalwarii, Ramorino kieruje tam brygadę jazdy Sznaydego, oraz dwa bataliony piechoty i baterię artylerii. Na miejscu Sznayde nie znalazł ani mostu, ani wojsk rosyjskich, jedynie zatopił kilka barek i w nocy z 25/26 przyłączył się do sił głównych.

Okres dwóch dni działań wojsk pod dowództwem gen. Ramoriny, od 23 do 25 sierpnia znaczy się sugerowanym marszem w Lubelskie przy równoczesnym osłanianiu się od strony Wisły. Sam dowódca sił polskich rozkazał rozpuszczać pogłoski jakoby szedł na Zamość i Wołyń, mając nadzieję iż dzięki tym zabiegom korpus Rudigera działający przeciw wojskom gen. Różyckiego powróci na prawy brzeg Wisły.

Poruszenia te spowodowały jednak że wojska 2 korpusu oddalały się od wojsk Rosena, a to właśnie zniszczenie bądź uniemożliwienie mu w blokowaniu dostaw dla Warszawy, było jego korpusu pierwszą powinnością.
 

Gdy pojawił się Prądzyński, z miejsca znalazła się jakość w poruszeniach. Od razu zmienił kierunek marszu z południowego na północny celem osaczenia Rosena.

I to mu się udało, niezależnie od przebiegu samej bitwy, Prądzyński wyłączył wojska rosyjskie na tym odcinku z możliwości odcięcia Warszawy od prawobrzeża. Zmusił je do odejścia na wschód. Wprawdzie stan ten nie trwał długo i został potem roztrwoniony przez Romarinę, ale to już jest zupełnie inna kwestia.

Takoż mój poprzedni post jest nauczką jak nie należy stawiać definitywnych ocen - bez gruntownej analizy w tym wąskim i tym szerokim kontekście.
 

niedziela, 8 lutego 2015

Upadek Woli - 6 IX 1831 r. - Cz. 2

W uzupełnieniu do mojego poprzedniego wpisu z dn. 7. II. 2015 r. tj. http://gatczyna.blogspot.com/2015/02/upadek-woli-6-ix-1831-r.html  

W odpowiedzi kierowanej do generała Umińskiego przez Świtkowskiego na opis zdarzeń mających miejsce w boju o Wolę dnia 6 IX 1831 r. [Sołtyka poszukuję]. Otóż udało mi się odszukać w zbiorach Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej; rozprawę Juliusza Falkowskiego pt. Upadek powstania polskiego w 1831 roku, Poznań 1881: http://pbc.gda.pl/dlibra/doccontent?id=42896&from=FBC

Dostęp do publikacji wymaga rejestracji.

Relację Falkowskiego polecam do wglądu. W książce tej Autor dokonał przedruku szeregu ważnych wspomnień np. oficerów walczących w sierpniu/wrześniu na prawobrzeżu w II korpusie Romariny, oraz co istotne w tym przypadku "memuarów" trzech generałów:
 
- Kazimierza Małachowskiego - Opowiadanie działań wojennych i wypadków zaszłych od 15 sierpnia do 10 września 1831 roku, s. 129-189
- Umińskiego i Dembińskiego - Opisy ataku i obrony Warszawy 6 i 7 września 1831 r. s. 190-232

Relację Umińskiego można sobie skonfrontować z opisem Świtkowskiego odnośnie obrony Woli, bowiem to względem niej ów major 10 ppl ripostę składał.

Jak Falkowski podaje na stronie 190:
"Opowiadanie jenerała Małachowskiego obejmuje, w jednym ogólnym poglądzie walki na wszystkich punktach w których Warszawa atakowaną była w pamiętnych dniach 6-go i 7-go września 1831 r., ale mamy opisy szczegółowe tego ataku przez dwóch jenerałów Umińskiego i Dembińskiego, z których każdy dowodził obroną jednej połowy szańców stolicy.

Opis Umińskiego ogłoszony był w języku francuskim w Maju 1832 r. w Przeglądzie miesięcznym wojskowym Le spectateur militaire a następnie w broszurze z odbitek z tegoż przeglądu, rozdanej wszakże w bardzo małej liczbie egzemplarzy między jenerałów naszych i niektórych wyższych oficerów. - Dembiński opisał atak Warszawy w II tomie swoich Pamiętników. - Każdy z nich wprawdzie opisuje dokładnie i szczegółowo li tylko atak i obronę części szańców powierzonych jego dowództwo i które uwagę jego wyłącznie zajmowały a mówi tylko ogólnikowo i nie zawsze dokładnie o walkach poza tym obrębem, lecz opisy ich uzupełniają się nawzajem - Z tego też względu łączymy je w jeden ciąg przeplatany, dając na przemian opis Umińskiego tyczący się lewego skrzydła i opis Dembińskiego odnoszący się do prawego skrzydła. Zaczniemy od owej nader ważnej rady wojennej 19 sierpnia, którą sobie tak mało przypomniał jenerał Małachowski"

Pozdrawiam

sobota, 7 lutego 2015

Upadek Woli - 6 IX 1831 r.

Chciałbym wszystkim zainteresowanym polecić do wglądu wspomnienia majora Tomasza Świtkowskiego, dowódcy II baonu 10 pułku piechoty liniowej pt. O wzięciu Woli dnia 6 września 1831 roku : sprostowanie opisów generałów Umińskiego i Sołtyka : z planem pola bitwy, wydane w Paryżu roku 1833, a udostępnione sumptem Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej
http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/doccontent?id=289205&from=FBC

"Ucieczka Dobrogojskiego dała zapewne powód do mniemania, że reduta została zdobytą o godzinie 9 z rana. Tem bardziej odgadnąć nie mogę, dla czego Jenerał Umiński w broszurze swojej, mówiąc o bitwie pod Warszawą, tak haniebny postępek Dobrogojskiego zrzuca na pułk 10, któremu niezbywało na wierności i odwadze dla sprawy ogólnej" [w:] Świtkowski T., op.cit., s. 19, 20.

By zrozumieć powyższy cytat, wyjaśnię iż w zagrodzie północnej szańca wolskiego trwał w tym czasie bój piechoty. Rosjanom udało się rozdzielić polski garnizon na dwie części.
W południowej [w pobliżu śródszańca] walczyli żołnierze 10 pułku piechoty pod dowództwem mjr. Świtkowskiego.
W północnej żołnierze 8 pułku piechoty pod dowództwem mjr. Damazego Dobrogoyskiego.
 

W trakcie walki Dobrogoyski, przerażony liczbą wdzierającej się piechoty rosyjskiej, a także hukiem wystrzałów z tyłu szańca, tu dawali się we znaki piechurzy z dwóch batalionów pułków nowingermanlandzkiego i staroingermanlandzkiego [we wcześniejszym poście zaznaczyłem "tę kakofonię" pod literą D], wpadł w panikę i dał komendę do ogólnego odwrotu; lecz zanim to się stało tak Świtkowski na stronie 18 to zajście podaje: "Jenerał Sowiński widząc wdzierającego się nieprzyjaciela na wały reduty części prawej, rozkazał mi abym z baterii części lewej poszedł w pomoc Dobrogojskiemu, wziąłem półbatalionu pułku 10, uderzam bagnetami na nieprzyjaciela cisnącego się na wały, Dobrogojski woła uciekaj bo zginiemy, i sam pierwszy wywołując swoich ucieka ku Warszawie, a wojsko za nim, zostawiając mnie między nieprzyjacielem z małą siłą swoich, między śmiercią i sromotą ucieczki."

Dobrogojski wydostał się przez uszkodzony kojec we wschodniej kurtynie, biorąc ze sobą trzy kompanie 8 pułku piechoty, zakład 14 pułku piechoty tj. z 8 pułku było tego 7 oficerów i ok. 300 żołnierzy, a z zakładu 14 pułku najmniej 100.

Na koniec ostał się Świtkowski mając przy sobie ok. 300 żołnierzy być może zgodnie za opisem Mierosławskiego; wspartym odwodem dwóch kompanii 10 pułku prowadzonymi przez dowódcę mjr. Wysockiego, musiał stawić czoło batalionom z kolumny gen. Ludersa. Świtkowski walczył jeszcze przez chwilę desperacko przy południowym szańcu, cofając się ostatecznie do śródszańca.
 

Tam miał dokonać się koniec Woli.
Interesujący jest również opis śmierci tytułowego gen. Sowińskiego na str. 21: "Jenerał Sowiński ciągle walcząc w baterii naczelnej robił posługę Wodza i żołnierza, nigdy nie odstąpił armaty chociaż wszystkich kanonierów wystrzelano, do noszenia ładunków używał żołnierzy z linii; chociaż ta posługa szła tępo i niezręcznie, strzelał jednak do nieprzyjaciela. Gdy nareszcie wdzierać się poczęli Rosjanie do Jego naczelnej baterii, Sowiński z karabinem w ręku, wspólnie z żołnierzami odpierał wrogów; lecz przyciśniony większością sił nieprzyjaciela, stojąc przy armacie, nieprzyjął ofiarowanego pardonu, skuty bagnetami żyć przestał.
Jenerał Sołtyk i Umiński w pismach swoich powiedzieli, że Sowiński cofnął się do kościoła przed nieprzyjacielem i tam broniąc się do upadłego, przy ołtarzu zginął. Wiadomość ta jest fałszywa; walczyłem obok Sowińskiego i byłem świadkiem jego bohaterskich dzieł; tam umarł gdzie walczył, niepodając w tył swojej drewnianej nogi, która go dosyć w tym dniu dźwigała."

Kończąc, pozwoliłem sobie wykonać na szybko poglądowy szkic szturmu szańca wolskiego, podług jednej z map, opracowanych przez kwatermistrza generalnego armii Aleksandra Neidhardta, w Petersburgu roku 1831.
Zwrócić chciałbym też uwagę iż legenda obejmuje zsumowaną wartość głównych oddziałów rosyjskich, które brały udział w szturmach Woli, zarówno w pierwszym zakończonym połowicznym sukcesem, jak i drugim zakończonym kapitulacją Woli.

<c> gatczyna.blogspot.com
Legenda:
A - natarcie I rzutu kolumny gen. Ludersa
B - natarcie II rzutu kolumny gen. Ludersa
C- natarcie I rzutu z kolumny Nabokowa [dowodził Martynow]
D - pułki gen. Berga
D1 - pułki kozaków atamański i gwardii
E1 - dwa pułki huzarów z II korpusu
E2 - cztery baony pułków szlisselburskiego i ładoskiego
F - 10 dział 2. roty 1. Brygady Polowej
G - natarcie II rzutu kolumny Nabokowa


Podczas pierwszej fazy szturmu, dowodzący I Korpusem Piechoty, gen. Piotr Pahlen wyznaczył całą kolumnę gen. Aleksnadra N. Ludersa [A,B], tj. 8 baonów, ok. 4 tys. bagnetów [w tym ochotnicy gwardii z pułku preobrażeńskiego], oraz pierwszą linię kolumny gen. Iwana Nabokowa, dowodzoną przez gen. Nikołaja Martynowa tj. 4 baony, ok. 3 tys. bagnetów, w awangardzie nacierali ochotnicy gwardii z pułku moskiewskiego.

Łącznie było tego zatem w pierwszym zwarciu 12 baonów, czyli ok. 7 tys. bagnetów.


Boreml 1831 - ile batalionów mieli Rosjanie?

Na wstępie odsyłam zainteresowanych do artykułu płk. dypl. Jerzego Grobickiego, pt. Wyprawa Dwernickiego na Wołyń w 1831 r. - geneza wyprawy wołyńskiej, "Przegląd Kawaleryjski" 1930, nr 11-12 [łączony]. Całość jest dostępna w bibliotece cyfrowej: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/doccontent...127204&from=FBC

Oraz do tekstu Stefana Przewalskiego, zamieszczonego w tomie 2, "Roczników Wołyńskich", wydane w r. 1931, s. 193–21:
http://pbc.biaman.pl/dlibra/doccontent?id=7889&from=FBC
Na marginesie polecam sobie ściągnąć wszystkie sześć tomów "Roczników" wydawanych w okresie 1930-1937 - szczerze zachęcam do lektury. 

Odnośnie batalionowej zagwozdki, czy raczej "migracji liczb" między 25 a 14.. [a może 25 a 21?] to jest w istocie problem, bo wykładnia Przewalskiego mnie nie zadowala.

Otóż w artykule pt. Bitwa pod Boremlem 15–20 IV 1831 r., Studia i Materiały do Historii Wojskowości”, t.9, 1963, z. 2, Autor poddaje analizie na stronie 241 ilość żołnierza rosyjskiego, ustalając na wstępie ich liczbę na:
11000 tysięcy żołnierza, spiętych w.. 25 baonów, 30 szwadronów, 6 sotni, 33 działa... z czego 6 batalionów i około 1000 koni było na prawym brzegu Styru.. [25-6=19]
Niemniej Autor "Bitwy pod Boremlem" cytuje dalej za Wacławem Tokarzem, Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831, Warszawa 1993 [ja podaję korektę podług nowego wydania], s. 294 iż Rudiger w nocy z 18 na 19 kwietnia przeprawił się pod Chrynikami [-> nie Chrynnikami] na zachodni brzeg Styru swoich:
- 14 baonów,
- 30 szwadronów,
- 6 secin,
- 24 działa.
Reszta jego sił miała natomiast uderzyć na Boreml od wschodniego brzegu przez most, czyli ok. 1500 piechoty, 1000 kawalerii, 12 dział.

Rzecz w tym iż Tokarz, nie dobrał tego samego przelicznika co z zachodnim brzegiem Styru, podając stan nie w ilości baonów, a w liczbie żołnierza.

Kolejno Tokarz stronę wcześniej [293] daje notę iż łączne siły Rudigera wynosiły: 21 batalionów, 30 szwadronów, 6 secin, 36 dział, tj. 11000 bagnetów i szabel.

Czyli 21-14= wychodzi 7 batalionów ?

Przewalski nie daje podstaw tej różnicy, skupiając się w detalach typu: ilości armat i paru szwadronów.

Na koniec,

Wiemy ile w teorii winien liczyć 'etatowy' batalion piechoty armii rosyjskiej, który dzielił się na 4 kompanie:
[jedna kompania]:
4 oficerów,
19 podoficerów,
4 doboszy,
1 pisarz,
210 szeregowych
----
238 x 4 = 952 bagnetów na baon

Na "czysto" z cyfry 1500, jest 1,5 bataliona; czyli:
-w 25 batalionach [dane Przewalskiego] według "koszarowego" przelicznika mogłoby się znajdować ok. 24 tys. żołnierzy.
-w 21 batalionach [dane Tokarza] - ok. 20 tys.

Rzecz oczywista że pułki rosyjskie były mocno niedokompletowane, zapewne część kompanii była pozostawiana na tyłach [kłania się sprawdzenie marszrut]; do tego straty, brak uzupełnień; reasumując tutaj na chwilę obecną nie chcę podawać żadnej analizy, bo skoro autorzy [w tym Pan Dariusz Ostapowicz w swoim HB'ku
Boreml 1831] podają zsumowane wartości bagnetów, szabel i artylerii... i żaden nie pokusił się głębiej zbadać temat.. to i mi nie wypada, zwłaszcza że na tę chwilę bazuję.. no właśnie na czym?

W domu sprawdzę historie pułków rosyjskich; może tam coś będzie.

Pozdrawiam

piątek, 6 lutego 2015

Adiutant - luty 1831 r.

Chciałbym przypomnieć, iż to właśnie dzisiaj obchodzimy pewną szczególną rocznicę.

W dniach 5 i 6 lutego 1831 r. armia rosyjska w 11 kolumnach przekroczyła granicę Królestwa - rozpoczynając tym samym długi okres krwawych zmagań.
 

Wertując swego czasu materiały źródłowe tyczące powstania i wojny roku 1831, wydane w czasach II RP przez Bronisława Pawłowskiego, natknąłem się na historię pewnego spotkania które miało miejsce w czasie kiedy wielkich bitew żadna ze stron jeszcze nie zaznała.

Dnia 11 lutego 1831 r., generał Żymirski w następstwie otrzymanego rozkazu wyruszył z pozycji Liwa w celu rozpoznania siły nieprzyjaciela i stanowisk przez niego zajętych. Z kolumną złożoną z piechoty gen. Rohlanda, kilku szwadronów jazdy i półbaterii artylerii, udał się rzeczony w kierunku Nura przez Węgrów.
Minąwszy zaś Węgrów, posławszy we wszystkich kierunkach oddziały rozpoznawcze, uszedł generał dwie mile, zaś oddziały zwiadowcze żadnej wiadomości o nieprzyjacielu nie przynosiły. W bliskość dopiero Wrotnowa pokazało się nieco jeźdźców, którzy za ujrzeniem naszych ułanów draba dali.

Maksymilian Gierymski - Adiutant sztabowy z 1830 roku
Szwadron nasz w awangardzie będący minąwszy Wrotnów odkrył następnie dwa szwadrony rosyjskie. Pluton flankierski przyjął naszą przednią straż wystrzałami z karabinków i natychmiast do cofających się szwadronów wrócił. Ujrzano na koniec przy drugiej wsi za Wrotnowem dywizję ułanów z baterią artylerii konnej. Wszelkie ruchy nieprzyjaciela, który zawsze ustępował przekonały Żymierskiego, że nieprzyjaciel bitwy nie przyjmie a że z kolumną rozpoznawczą nie mógł się zanadto oddalać od swego stanowiska, przedsięwziął powoli powracać na nie, spodziewając się że przynajmniej tym wstecznym ruchem pociągnie za sobą nieprzyjaciela i da powód do walki, lecz oczekiwania okazały się być daremne.

Po ujściu blisko mili Rosjanie podesłali parlamentariusza dla rozmówienia się z generałem. Żymirski polecił jednak obecnemu adiutantowi Naczelnego Wodza, Rzewuskiemu, udać się do wspomnianego wysłannika i zdać sobie raport o treści wspólnej rozmowy.

Relacja została spisana:

Oficer rosyjski [OR]: Życzę sobie mówić z jenerałem tu komenderującym.
Oficer polski [OP]: Jenerał sam się widzieć z Panem nie może i mnie przysyła w celu dowiedzenia się, w jakim zamiarze przybywasz.
OR: Mam rozkaz od jenerała dywizji Sackena, zapytać się, w jakim celu Polacy nas atakują.
OP: Jako oficer niższego stopnia nie mogę wiedzieć celu poruszeń, które jenerał dzisiaj uskutecznia. To tylko wiem, że w naszym kraju maszerując, spotkaliśmy strzelających do nas. Zapytuję się wzajemnie Pana, dlaczego nas atakujecie?
OR: Więc nie uznajecie już cesarza Mikołaja królem polskim?
OP: Hrabia Sacken czyni pytanie, które już dano przez Sejm rozstrzygnięte zostało. Ode mnie się w tym względzie nowego nic nie dowie. Najlepiej podobno Naczelny Wódz odpowie mu na to. Przykro wreszcie jest nam Polakom walczyć z wami, czemu nie podajecie bratnich dłoni do odzyskania wspólnej wolności. Minął czas kiedy narody walczyły, nie wiedząc dlaczego.
OR: Walczymy z wami, bo tak każą prawa wojny.
OP: Praw wojny nie zawsze są zgodne z prawami sumienia.
OR: Obaczymy się w lepszym czasie. Jestem kapitan Brinken, proszę o mnie nie zapomnieć.
OP: Jestem Rzewuski, adiutant Naczelnego Wodza.
OR: Naczelnego Wodza? Któż tu komenderuje?
OP: W tej chwili jenerał Rohland.
OR: Nie Żymirski?
OP: Nie w tej chwili.

Na tym skończyła się rozmowa i wojsko wróciło do swoich stanowisk.

[w:] Źródła do dziejów wojny polsko-rosyjskiej 1830-1831, pod red. B. Pawłowskiego, T. 1, od 30 listopada 1830 do 4 marca 1831 r., Warszawa MCMXXXI, s. 302.

Obrona Warszawy 6-7 września 1831 r. - czyli dlaczego to nie mogło się udać

Rys. 1
<c> gatczyna.blogspot.com
Armia rosyjska pod dowództwem feldmarszałka Paskiewicza, zbliżyła się do Warszawy od strony traktu krakowskiego [tj. na wysokości miejscowości Raszyn-Nadrzyn] w dniach 16-18 sierpnia. Naówczas liczyła ona 51 tys. żołnierzy, 314 dział. Pod koniec sierpnia, w dniach 26, 28 i 29, do głównej armii dołączył gen. Cyprian Kreutz z 16,8 tys. żołnierzy i 72 działami. Tuż przed szturmem bo w dniach 2 i 4 września, zawitały wojska gen. Fiodora Geismara z 3,8 tys. żołnierzy oraz z wyczekiwanymi z Kijowa 8 moździerzami półpudowymi [20 funtowymi].

Słowem w przededniu głównego boju, strona rosyjska dysponowała ok. 71,6 tys. dobrego wojska wspartego przez 394 działa i moździerze różnego kalibru. 

Strona polska od początku tworzenia systemu umocnień przez gen. Kołaczkowskiego czyli od stycznia 1831 roku, przyjęła systemat który nie zakładał obrony pasywnej, a zaczepną o dobrze ufortyfikowane linie obrony: I oraz II.

Tutaj wyjaśniając powyższe; 

-I linia, zwana obwodem zewnętrznym obejmowała dzieła o numerach:
44-45<->46-47<->48-53<->68-73<->54-55<->56-57<->58-60<->61-62a/b<->63-66

-II linia, czyli wał celny z rogatkami i szańcami wzniesionymi na jego obrębie i na przedpolu [wraz z przygotowanymi do obrony cmentarzami oraz ogrodami], obejmowała dzieła o numerach:
1<->37

W tym to okresie polskie dowództwo zamierzało stoczyć bitwę między pierwszą a drugą linią obrony, bronić Warszawy na drodze manewru w oparciu o fortyfikacje, tak by nie dopuścić do zajęcia I linii, które wiązałoby się z podprowadzeniem przez przeciwnika artylerii na bliską odległość względem rogatek miejskich, czyli BEZPOŚREDNI ostrzał miasta.

I tutaj dochodzimy do zachwiania powyższego planu. Nagle między 18 sierpnia a 6 września, cała obrona I linii została praktycznie rozłożona na "łopatki" i to bynajmniej nie przez stronę rosyjską.

W tym oto bowiem czasie polskie dowództwo nakazało wysłanie na prawobrzeże przeszło 23 tys. żołnierzy i 48 armat, w ramach utworzonego tzw. II korpusu, pod przewodnictwem gen. Romariny.

To co zostało do obrony Stolicy; wyrażają te cyfry:
-31 tys. regularnego wojska
-16 tys. uzbrojonych mieszkańców Warszawy spiętych w ramach Gwardii Narodowej i Straży Bezpieczeństwa
-130 dział wałowych
-15 wyrzutni rakietowych [kozłów]
-92 działa polowe [z sześcioma kołowymi wyrzutniami rakietowymi]

Sumując, do boju o Stolicę w dniach 6-7 września ostało się: ok.
47 tys. wojsk [31 regularnych, 16 pomocniczych], 237 dział [w tym wyrzutnie rakietowe]

Jeżeli dodamy uprzednio wyekspediowany II korpus, wychodzi nam że do obrony strona polska miałaby wówczas [tj. gdyby do wyprawy na prawobrzeże nie doszło]: ok. 70 tys. wojsk [54 regularnych, 16 pomocniczych], 285 dział.

Szkic sytuacyjny [Rys. 1] przedstawia rozłożenie wojska polskiego do obrony Stolicy, po zarzuceniu obrony manewrowej na rzecz obrony pasywnej, z obwodem artyleryjskim pod dowództwem gen. Bema.
Kolor żółty oznacza opuszczone fortyfikacje Rakowca [dzieła od nr. 48 do 53], a to stało się na wyraźną prośbę gen. Bema.

Takoż jak widzimy [mam nadzieję że całość jest względnie czytelna], odsłonięto całkowicie bok i tyły reduty nr 54 [tzw. Ordona], ale też co istotniejsze całej pozycji wolskiej.

Kolejno najwięcej wojsk przyporządkowano korpusowi gen. Umińskiego, tj. 20,2 tys. żołnierzy, 22 działa polowe i 68 wałowych, który jak czerwone linie graniczne prowadzą obejmowały obszar od drogi puławskiej do Czystego [na wysokości szańca nr 21]
Wojsko pod wodzą gen. Dembińskiego tj. 13,6 tys. żołnierzy, 12 dział polowych i 70 wałowych usytuowano do obrony od Czystego do Wisły.

I teraz zadam zasadnicze pytanie, gdzie postanowił atakować Paskiewicz?
 

środa, 4 lutego 2015

Bitwa pod Międzyrzecem Podlaskim, zwaną zasadniej bitwą pod Rogoźnicą - 29.VIII.1831 r.

<c> gatczyna.blogspot.com
Na jednym z forów historycznych w związku z omawianą książką Tomasza Strzeżeka, pt. Polska ofensywa wiosenna w 1831 r., Oświęcim 2011, wywiązała się dyskusja dotycząca, krytyki którą poddał m.in. Autor wspomnianego opracowania, a tyczące decyzji Prądzyńskiego odnoszących się do pozostawienia przed bitwą pod Iganiami, sporej grupy wojska na tyłach. Zainteresowanych odsyłam do Mojego wpisu na tym blogu, pt. Polska ofensywa wiosenna w 1831 roku, bitwa pod Iganiami.
Niemniej po wymianie uwag z moim Szanowny Oponentem, w dyskusji odniosłem wrażenie iż pod Międzyrzecem Podlaskim, Prądzyński działał jednak pewniej?
Postanowiłem się przyjrzeć temu starciu. Poniżej przedstawiam moje wnioski. [Wpis ten zaopatrzę w następnym poście wstępem do działań 2 korpusu gen. Ramoriny od 23 do 29 sierpnia]
Prądzyńskiego plan rozbicia korpusu Rosena, który zgromadził gros swych sił właśnie w Międzyrzecu - nie udał się. Rosyjski dowódca gdy otrzymał wiadomość o pokonaniu Werpachowskiego pod Rogoźnicą, rozkazał naprawić uprzednio zniszczony most na Krznie pod Stołpnem i w nocy z 29/30 sierpnia, wyprowadził bezpiecznie swoje wojsko w stronę Łomaz. Czyli w kierunku w którym Prądzyński założył iż nie ucieknie, utwierdził się tym bardziej w tym przekonaniu bowiem to jego wojska wiązały Rosjan pod Międzyrzeczem, oraz co istotne zdawał sobie sprawę ze zniszczonych przepraw. Tutaj warto dodać że Prądzyński nie poinstruował dostatecznie wojsk obchodzących pozycje Rosena od strony Rogoźnicy, aby po sukcesie parli śpiesznie ku Międzyrzecowi, ci po prostu tego nie wiedzieli, stąd pościg nie był pośpieszny, bo i noc zapadała i biwaki zaczęto szykować.
Jedyny sukces, połowiczny zresztą jaki został wyzyskany w tym dniu przez Nasze wojsko tyczyło właśnie pokonania Werpachowskiego pod Rogoźnicą.
Oddziały Bilińskiego i Gawrolińskiego, które obeszły szosę brzeską [jak na załączonej mapie] przez miejscowości Tłuściec, Manie i rozbiły oddział gen. Werpachowskiego, który miał baczyć w Rogoźnicy na trakt brzeski; odniosły zupełny sukces, zajmując miejscowość około godz. 18 i 19. Podług Tokarza dowodzący 6 DP, nie mógł się zdecydować czy ścigać nieprzyjaciela ku Brześciowi czy ruszyć ku Międzyrzecowi. Wojsko stało w miejscu przez ok. 1,5 godziny tj. do 19:30, 20:30.
W tym oto czasie, zjawił się zresztą teoretyczny dowódca 2 korpusu, gen. Romarino, który miał komenderować podobno oddziałami pod Rogoźnicą i on to wydał rozkaz marszu na Międzyrzec, niemniej zbliżywszy się nieco do celu, wstrzymał dalszy ruch, ze względu na siłę którą posiadał nieprzyjaciel w Międzyrzeczu jak i późną porę.
Całość zatem zwarcia pod Międzyrzeczem skończyła się na tym, iż Rosen naprawiwszy most na Krznie, około 23 rozpoczął odwrót, na końcu za sobą spalił most i pomaszerował szybko do Piszczaca, gdzie stanął w nocy z 30 na 31 sierpnia.
Zrealizował w tym dniu zatem to, czego Prądzyński chciał go pozbawić tj. odcięcia mu drogi w kierunku na Brześć, osaczenia go z dwóch kierunków i rozbicia..
Dlatego, jak dla mnie, kombinowana operacja WP pod Międzyrzeczem nie zakończyła się sukcesem.
Wpis stworzony na szybko, co by nie stracić werwy i dokończyć zupełny opis walk w tym rejonie zarówno wojsk polskich jak i rosyjskich z podaniem źródeł, OdB i szkiców sytuacyjnych.
 

Polska ofensywa wiosenna w 1831 roku, bitwa pod Iganiami - Tomasz Strzeżek

<c> gatczyna.blogspot.com
Przeglądając; Źródła do dziejów wojny polsko-rosyjskiej 1830-1831 r., T. II (od 5 marca do 2 maja 1831 r.), Warszawa 1932 [MCMXXXII], pod kątem bitwy pod Iganiami, natrafiłem podług stronic 139-140, na adnotację generała Prądzyńskiego, a tyczącą umotywowania swojej decyzji, na którą to złożyło się pozostawienie przez niego na tyłach ponad 3 tysięcy własnych żołnierzy;

„Potyczka pod Domanicami odkryła nieprzyjacielowi ruch okrążający mojej kolumny, przyspieszyłem tedy marsz ku Iganiowi, wysławszy jednak mocne rozpoznanie ku Seroczynowi. We wsi Gołąbek, będącej węzłem wszystkich dróg tej okolicy, zostawiłem generała Bogusławskiego z trzema batalionami czwartego pułku, plutonem mazurów i dwoma działami dla zabezpieczenia mojego tyłu od Seroczyna i Łukowa i dla zabronienia odwrotu tędy oddziałom nieprzyjacielskim z ponad Kostrzynia cofającym się. Jeden batalion z plutonem mazurów poprowadził pułkownik Konarski pod młyn Sokół nad Muchwiec dla uważania przepraw i brodów tej rzeki. Z resztą korpusu przybyłem pod wieś Iganie o godzinie trzeciej w południe.” [gen. Prądzyński do Naczelnego Wodza, 11 kwietnia 1831 r.]

Tomasz Strzeżek, w swoim opracowaniu, Polska ofensywa wiosenna w 1831 r., Oświęcim 2011, s.250 [wydanie I, Olsztyn 2002, s.200-201], poddaje krytyce ową decyzję Prądzyńskiego, zaznaczając sensownie, iż osłabienie głównych sił przed bitwą stanowiło poważny błąd taktyczny. Co więcej odległość wsi Gołąbek od Igań, stanowiła 7-8 km, a to zdaniem Autora przedstawiało dystans aż zanadto wielki.

Trzem oddalonym baonom 4. ppl, groziło w tych warunkach odcięcie, wystarczyłoby podjęcie inicjatywy ze strony oponenta.
Dlatego, wychodząc myślą naprzód, intuicyjnie wyczuwamy powinność iż jako rezerwa głównych wojsk Prądzyńskiego, wojsko Bogusławskiego winno być podsunięte bliżej, by trzymało się „nierozerwalnie” z głównym trzonem wojsk własnych. Strzeżek, podsuwa wręcz myśl, wchodząc w „skórę” wodza, iż to w Gołąbku Prądzyński mógł zostawić tylko szwadron kawalerii do osłony.

Jeżeli chodzi o wojsko pod komendą płk Konarskiego, a pozostawione pod młynem Sekuła nad Muchawką, Tomasz Strzeżek, dostrzega iż było to posunięcie bardziej uzasadnione, ponieważ w razie przedłużającej się walki o most pod Iganiami Polacy mogliby przeprawić się przez ten bród i obejść rosyjską pozycję i Siedlce od południa. Poza tym Konarski [III baon 8.ppl, pluton Mazurów, ok. 700 żołnierzy] mógł szybciej dotrzeć pod Iganie niż Bogusławski [przypomnę, iż było tego 2 tys. żołnierzy].

Wydaje się więc, iż owa krytyczna opinia Strzeżeka, jest tylko rozwinięciem subtelnej ironii pozostawionej przez Wacława Tokarza w swoim opracowaniu Wojna polsko-rosyjska 1830-1831, Warszawa 1993, na s. 266; „Dzięki temu [tj. pozostawieniu Bogusławskiego i Konarskiego –vyss] dochodząc do Igań około godz. 13 miał, mniej więcej około 7000 bagnetów i szabel. Widok, który roztoczył się przed nim ze skraju lasu ogarniającego południowy bok kotliny pod Iganiami, nasunął mu poważne obawy co do tego czy może w ogóle wdać się w rozprawę z przeciwnikiem tak silnym i zajmujący stanowisko tak korzystne.”

Czesław Bloch, w biografii Generał Ignacy Prądzyński 1792-1850, Warszawa 1974, s. 328-329, przyłączył się do opinii Tokarza, akcentując lekko ów lapsus.

Dobitniej natomiast wyraził się w temacie, generał Aleksander Puzyrewski, zaznaczając w swoim opracowaniu Wojna Polsko-Ruska 1831 r., Warszawa 1899, na s. 168, przy opisie rozstawienia wydzielonych przez Prądzyńskiego sił osłonowych iż, „Osłabiwszy niepotrzebnie w ten sposób przed samą bitwą siły swoje (do czego sam się przyznaje), Prądzyński stanął pod Zelkowem z 9-ma batal., 4-ma szwadronami i 14 działami, - ogółem 7000 około ludzi.”

Polską ofensywę wiosenną.., polecam każdemu; lektura owszem wymaga podjęcia trudu, wynikającego z analizy posunięć polskich i rosyjskich, posiadania przy sobie ołówka, kartki papieru i mapy do sporządzania notatek podręcznych, niemniej warto się wysilić.

wtorek, 3 lutego 2015

Stoczek - Nowa Wieś 1831 - Tomasz Strzeżek

<c> gatczyna.blogspot.com
HB'k Strzeżeka, po opisie bitwy pod Stoczkiem, skupia się na działaniach V korpusu rezerwowego kawalerii generała barona Kreutza, gdy ten działał w województwie sandomierskim tj. na lewobrzeżu Wisły w trójkącie Gniewoszów-Mniszew-Radom. Tom zamyka swoje podwody na bitwie pod Nową Wsią, tj. na drugiej dekadzie lutego.

Czekać teraz wypada na kolejny tom Strzeżeka, obejmujący już swoim opisem m.in. słynną potyczkę pod Kurowem, bowiem tutaj wchodzi się już w fazę działań Dwernickiego gdy ten ruszył w początkach marca w Lubelskie; po odpowiednim dokompletowaniu w piechotę i artylerię.

Ot ten bój co wspomniałem, że pod Kurowem się odbył, rozgorzał w sukurs nieporadności generała Kawera, który winien był baczyć ze swoim wojskiem na twierdzę Zamość, a wykonując rekonesans oddalił się zanadto aż po Bełżyce, tzn. wyszedł ów poza ramy wyznaczone do patrolowania mu przez Kreutza. Przybywszy do Bełżyc, zarachował że Polacy przeprawili się na prawy brzeg Wisły, tako i że udał się przez Wąwolnicę do Kurowa... dalej bój wywiązał się również z ariergardą korpusu Kreutza, pozostawioną uprzednio w Puławach [a cofającą się w stronę Kurowa po wyruszeniu ofensywy Dwernickiego] pod dowództwem dowódcy Twerskiego pułku dragonów płk. Aleksandra Nikołajewicza Tuchaczewskiego, któremu dodano 2 działa
i doński pułk kozaków Choperskiego.

Podstawowym materiałem źródłowym na ten okres, stanowią zapiski Maksimova, pt. Otryvki iz pochodnych zapisok o vojne v Pol'se v 1831 godu, Voennyj Sb. 1860, t. 12, s. 3-120 [w końcu udało mi się zdobyć ich przedruk]

Autor, oficer sztabowy w V krk Kreutza, dość skrupulatnie zanotował swoje obserwacje dotyczące działań wojska rosyjskiego w województwie lubelskim.

Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...