wtorek, 11 listopada 2014

Fragment z książki Stanisława Lema pt. Śledztwo; której premiera miała miejsce w roku 1959

"— Czy to prawda, że prorokował pan, w sposób nieodparty, zagładę? — pytał zniżając głos Gregory. — To dla mnie bardzo ważne, proszę pana. Pan wie, jak ludzie zniekształcają i przekręcają wszystko, każda sprawę, każdą rzecz. Czy mógłby mi pan powiedzieć, jak to było?

— Po co to panu?

— Chciałbym się dowiedzieć, jeszcze dokładniej się dowiedzieć, kim pan jest.

— To taka stara historia — ze zniechęceniem raz jeszcze powiedział Sciss, który przez cały prawie czas zerkał z góry na tańczących. W dole panowała teraz czerwień, oblewająca nagie ramiona kobiet. — Nie, nie chodziło o zagładę. Naprawdę chce pan, żebym to opowiedział?

— Naprawdę.

— Taki pan ciekaw? To było mniej więcej w czterdziestym szóstym. Zaczął się wyścig atomowy. Wiedziałem, że kiedy zostanie osiągnięta granica — mam na myśli maksimum siły niszczącej — rozpocznie się rozwój środków przenoszących bombę... To znaczy rakiet. Musi wreszcie i tu dojść do stanu granicznego, to znaczy: obie strony mają rakiety z wodorowymi głowicami, istnieje też pewien dobrze umieszczony pulpit, ze sławetnym guzikiem. Kiedy się go na ciśnie, rakiety ruszają. Po jakichś dwudziestu minutach następuje koniec świata, obustronny — finis mundi ambilateralis...

Sciss uśmiechnął się. Kelner przyniósł wino, odkorkował flaszkę, nalał kilka kropel do kieliszka Gregory’ego, który skosztował, przepłukał usta i skinął głową. Kelner nalał im do pełna i odszedł.

— Takie było pańskie zdanie w czterdziestym szóstym roku? — spytał Gregory przypijając do Scissa. Ten końcem języka spróbował rubinowego płynu, pociągnął ostrożnie, potem prawie duszkiem wychylił wino, odetchnął i z pewnym zdziwieniem czy zmieszaniem postawił kieliszek na stole.

— Nie, to były tylko przesłanki. Wyścig, raz zapoczątkowany, nie może ustać, rozumie pan? Musi trwać. Gdy jedna strona wymyśla grube działo, druga odpowiada jeszcze grubszym pancerzem. Granicą tego ciągu jest tylko starcie, wojna. Ponieważ w tej sytuacji oznacza ona finis mundi; wyścig musi iść dalej. Raz nadane przyspieszenie wysiłków bierze ludzi w niewolę. Musi zatem nastąpić dalsze doskonalenie narzędzi walki. Jednakże narzędzia te osiągnęły granicę. Co pozostaje? Mózgi. Mózgi dowodzących.

Ludzkich mózgów perfekcjonować niepodobna, trzeba zatem przejść i tu na mechanizację. Następne stadium to automatyczny sztab główny, czyli elektronowe maszyny strategiczne. I tu powstaje bardzo ciekawy problem, a właściwie dwa problemy. McCatt zwrócił mi na to uwagę. Po pierwsze: czy istnieje granica rozwoju takich mózgów?

One są podobne do urządzeń zdolnych grać w szachy. Urządzenie, które może przewidywać ruchy przeciwnika na dziesięć posunięć naprzód, wygra zawsze z takim, które przewiduje te ruchy tylko na osiem czy dziewięć naprzód. Im bardziej dalekosiężne przewidywanie, tym większy musi być mózg. To jedno.

Sciss mówił coraz szybciej. Gregory’emu zdawało się, że zapomniał już o wszystkim, nawet o tym, do kogo mówi. Nalał wina. Sciss bawił się kieliszkiem przesuwając go po obrusie. W pewnej chwili kieliszek przechylił się niebezpiecznie. Sciss natychmiast podniósł go i wypił znów duszkiem. Na dole płonęły żółte reflektory, mandoliny zawodziły hawajską piosenkę.

Budowanie coraz większych urządzeń do rozważań strategicznych oznacza, czy się tego chce, czy nie — konieczność zwiększenia ilości faktów, jaką ładuje się w taki mózg. To z kolei oznacza rosnące panowanie tych urządzeń nad zbiorowymi procesami w społeczeństwie. Mózg może uznać, że ten sławetny guzik należy umieścić inaczej. Albo że trzeba zmienić krój mundurów piechoty. Czy też, że trzeba zwiększyć produkcję pewnego gatunku stali, i zażąda na to kredytów. Jeżeli się taki mózg zbudowało,
to trzeba go słuchać. Jeżeli jakiś parlament zacznie debatować nad tym, czy przyznać te kredyty, nastąpi zwłoka. Tymczasem druga strona może iść już dalej. Likwidacja decyzji typu parlamentarnego stanie się po pewnym czasie nieunikniona. Kontrola ludzi nad decyzjami mózgu zmniejsza się, w miarę jak koncentruje on w sobie coraz więcej wiedzy. Czy mówię jasno? Po dwu stronach oceanu powstają dwa rosnące mózgi. Jakie jest najpierwsze żądanie takiego mózgu, gdy przychodzi zrobić we wciąż trwającym wyścigu następny krok?

— Zwiększenie jego kompetencji — półgłosem powiedział Gregory. Spod przymrużonych powiek obserwował Scissa, którego policzki pokryły się czerwonymi plamami. Na dole nastała nagła cisza, potem wybuchnęły oklaski. Kobiecy głos śpiewał. Młody chłopiec w smokingu ustawił obok ich stolika drugi, mniejszy, kelnerzy przynieśli tace pełną srebrnych kołpaków. Pojawiły się ogrzane starannie talerze, serwety, nakrycia.

— Nie — odpowiedział Sciss. — Pierwsze jest żądanie zwiększenia jego samego — to znaczy rozbudowy mózgu! Tamto jest pochodne.

— Jednym słowem, przewiduje pan, że ziemia stanie się szachownicą, a my — pionkami, którymi będą rozgrywać wiekuistą partie dwaj mechaniczni gracze? Duma jaśniała na twarzy Scissa.

— Tak. Tylko ja nie przewiduję. Wyciągam jedynie wnioski. Pierwszy etap proces przygotowawczego ma się już ku końcowi i przyspieszenie rośnie. To brzmi wszystko nieprawdopodobnie, wiem. Ale to jest proszę pana. To jest!

— Tak... — mruknął Gregory. Pochylił się nad talerzem. — A... w związku z tym — co pan wtedy proponował?

— Porozumienie za wszelką cenę. Jakkolwiek to osobliwie brzmi, zagłada wydaje mi się, mimo wszystko, mniejszym złem niż ta partia szachów. Wyciągnąłem tylko wnioski. Nie mam złudzeń. To fatalne — nie mieć złudzeń, wie pan? — powiedział i nalał sobie wina. Niechętnie, niemal z przymusem, ale pił, i to coraz więcej. Gregory nie musiał się już troszczyć o kieliszki. Orkiestra na dole znowu zagrała. Obok ich stolika przechodziła para, smagły mężczyzna z cienkim wąsikiem, sine smugi zarostu podkreślały bladość
jego twarzy. Dziewczyna, bardzo młoda, miała na nagich ramionach biały szal ze złotą nitką, koloru jej włosów. Sciss patrzał za odchodzącą, odprowadzał ją wzrokiem, wargi wykrzywiał — mu grymas. Odsunął talerz, przymknął oczy i ukrył ręce pod obrusem. Gregory’emu wydawało się, że liczy sobie tętno."
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...