sobota, 1 września 2012

Sprawa pułkownika Miasojedowa


Mackiewicz w wyborny sposób oddał klimat wszechmocy korpusu żandarmerii, odnosząc się głównie do ostatniej "szczytowej" dekady panowania tej potęgi -tj. sprzed wybuchu Wielkiej Wojny. Należy jednak pamiętać iż nie zawsze tak było...

Przed reformą hr. Szuwałowa z 1897 r., na terenie KP o prym w wywiadzie walczyli:
- naczelnik Warszawskiego Okręgu Wojskowego,
- naczelnik Warszawskiego Okręgu Żandarmerii,
- namiestnik Królestwa Polskiego oraz oberpolicmajstra Warszawy,

Sytuacja ta wywoływała napięcia między urzędami, z których prawie każdy aspirował do roli centralnego organu zarządzającego tajnymi służbami. W ostatecznym rozrachunku to pieniądz [czyli budżet roczny] miał przesądzić o tym, kto z nich będzie sprawował pieczę nad całością działań operacyjnych. Pozornie wraz ze zniesieniem w 1874 r., urzędu namiestnika Królestwa Polskiego pozycja żandarmerii w organizacji prac wywiadowczych uległa wzmocnieniu. Pełne uniezależnienie się żandarmerii od miejscowych władz administracyjnych nie oznaczało jednak zwiększenia środków, które decydowały o sile i sprawności aparatu wywiadowczego.

Już wkrótce okazało się, że generał-gubernator warszawski dysponuje równie dużymi, a być może większymi funduszami na organizowanie służb agenturalnych, niż szeroko rozbudowany w KP aparat żandarmerii.

Częściowo potwierdza to notatka, którą sporządził w 1879 r. naczelnik WOŻ, gen. Piotr Orżewski, nakłaniany przez swojego zwierzchnika -szefa żandarmów- do instalowania w Galicji tajnych agentów, kontrolujących poczynania działających tam polskich socjalistów. Jednakże naczelnik okręgu, wskazując na swoje ograniczone możliwości finansowania zagranicznej agentury, pisał: "Środków na agenturę nie pobieram; gen.-gub. otrzymuje na ten cel, jak mówią, 16 tysięcy [rub.], które wydaje bez mojej wiadomości. Z nich tylko 9 tysięcy wydaje na agenturę w Galicji, którą kieruje znajdujący się przy gen.-gub. kniaź Golicyn".

Inicjatywa szefa żandarmów skierowana do swojego podwładnego w KP, była spowodowana raportem, jaki gen. Aleksander Drenteln otrzymał od gen.-gub. warszawskiego Pawła Kotzebue. Informowano w nim, że działalność socjalistów polskich w Galicji stanowi poważne zagrożenie dla spokoju społecznego w KP, tym bardziej, że większość z nich była mieszkańcami KP, którym udało się zbiec do Galicji i uchronić przed rozpoczętymi w 1878 r., aresztowaniami.

Jednakże, problemy z którymi borykał się Orżewski, nie doczekały się rozwiązania [tj. lepsze uposażenie finansowe oraz centralne zwierzchnictwo nad służbami agenturalnymi], w związku z tym do połowy lat 90. z żandarmerią lepiej organizacyjnie przygotowaną do działalności wywiadowczej skutecznie konkurował urząd generał-gubernatora warszawskiego, dysponujący znacznie większymi środkami finansowymi.

Dopiero po likwidacji WOŻ w 1896 a następnie podporządkowaniu żandarmerii generałowi gubernatorowi, ze stworzeniem urzędu pomocnika gen.-gub. warszawskiego do spraw policyjnych, doszło do względnego ujednolicenia spraw wywiadu m.in. na Galicję.

I o tych już czasach pisze w swojej kapitalnej pracy MACKIEWICZ.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...