wtorek, 28 czerwca 2011

Bazylow mówi mi- „sssp...!”

Pewnego dnia w roku akademickim 1960, student UW –Krzysztof- upił się tak nieszczęśliwie, iż trafił do stosownej izby na wytrzeźwienie. Tam też mając głowę zbroczoną trunkiem, w akcie egzaltacji naubliżał funkcjonariuszom Ludowej Milicji Obywatelskiej.

Naturalnie ubliżanie „Władzy” nie było szczęśliwym – w jego położeniu - rozwiązaniem, tym niemniej tak czy inaczej procedura wymagała zawiadomienia wyższych „szarż” uniwersyteckich, które to zobowiązane były do wdrożenia w takim wypadku postępowania dyscyplinarnego.

Krzyśka wezwano przed oblicze znanego z surowości rektora Ludwika Bazylowa. Zmierzając w kierunku uczelni, na pokrzepienie przed twardym sądem, biedny chłopak postanowił dodać sobie ducha i przed audiencją wstąpił do „Baru pod Chrystusikem” (obecnie restauracja „Staropolska”) na małą wódkę.
Miejsce obok zajął starszy facet, który zamówił także wódkę, ale do tego i piwo, sprawnie wlał setę do kufla i wychylił tę iście szatańską miksturę.

Jak to bywa przy takich okazjach, panowie przepili do siebie.
Nasz Krzyś, mocno pokrzepiony, podążył do Pałacu Kazimierzowskiego. Tam po chwili, wprowadzono go do rektorskiego gabinetu. Zza biurka podniósł się... facet z baru, popatrzył petentowi przeciągle w oczy i rzucił mu jednoznaczne: „sssp...!” Żadnej komisji dyscyplinarnej oczywiście nie było...

Na podstawie opowieści Pawła Wieczorkiewicza [
w:] Bazylow L., Ostatnie lata Rosji carskiej. Rządy Stołypina, Warszawa 2008, s. IX.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...